czwartek, 28 grudnia 2017

Wyjazd. Pierwsze komplikacje

   Jennifer szeroko otworzyła oczy. Rozejrzała się po pokoju i zatrzymała wzrok na wciąż śpiącej Katniss. Odetchnęła z ulgą.
   To tylko sen, pomyślała.
   Jedno było pewne, dziewczyna tej nocy nie zmrużyła już oka. Nie wiedziała jednak, że nie tylko ona miała ten sen.

   – Nie obraź się, kochana, ale wyglądasz tak, jakbyś całowała się z dementorem – stwierdziła Katniss, spoglądając na zaspaną Jenn.
   – Weź daj spokój. Źle dzisiaj spałam.
   – Koszmar?
   – Gorzej. We śnie całowałam się z Aaronem…
   – I mówisz, że wolałabyś dementora? – zaśmiała się.
   – Zauważ, że z żadnym nie całowałam się na poważnie.
   – Cóż, dementora będzie tu trudno sprowadzić, ale Aarona mogę zawołać.
   – Tylko spróbuj, a powiem Joshowi jak to ostatnio śliniłaś się do tego blondwłosego Puchona z siódmej klasy.
   – Chyba coś ci na wzrok padło. On nie był Puchonem tylko Gryfonem.
   – Nie uważasz, że to niestosowne, skoro twój chłopak również jest Gryfonem?
   – Jeżeli on może flirtować z innymi, to dlaczego ja nie mogę?
   – Nie pojmuję toku waszego rozumowania – rudowłosa chwyciła się za głowę, niedowierzając słowom przyjaciółki.
   – Skończ tyle myśleć, bo ci żyłka pęknie!
   – Ja chociaż nie potrzebuję kremów na zmarszczki!
   – Przynajmniej będę dłużej młoda, ha!
   – Ta, na pewno.

   Wielka Sala, jak co dzień, zapełniła się głodnymi uczniami. Większość nadal pochrapywała z głową na stole.
   – Doprawdy, Jenn, mogłabyś wreszcie coś zrobić z tymi twoimi włosami – Katniss spojrzała krytycznym wzrokiem na fryzurę swojej przyjaciółki. – Jak rano na ciebie spojrzałam, to myślałam, że zawału dostanę!
   – Aż tak źle nie wyglądam – odparła rudowłosa, jedząc płatki kukurydziane.
   – Teraz odrobinę lepiej, ale wcześniej myślałam, że widzę moją starą ciotkę Grace.
   – Chyba nie miałam okazji jej poznać.
   – Ciesz się. Ona naprawdę wygląda jak wiedźma.
   – A nie jest nią?
   – Nie. Znaczy tak! Oj, no sama wiesz…
   – No właśnie chyba nie wiem.
   – Och, no nieważne.
   – Skoro tak twierdzisz.
   Nikt z obecnych nawet nie zauważył, kiedy dyrektor pojawił się przy mównicy.
   – Proszę wszystkich o uwagę – odczekał chwilę, aż gwar w sali ucichnie. – Jak zapewne pamiętacie, w ramach współpracy ze Szkołą Magii i Czarodziejstwa Ilvermorny, zorganizowaliśmy międzyszkolną wymianę uczniowską. Za chwilę przedstawię szczęśliwców, ale najpierw powiem w jaki sposób przebiegała nasza ocena.
   Uczniowie spojrzeli na dyrektora, wyczekując informacji. Od kilku osób można było usłyszeć szepty typu:  „To muszę być ja”.
   – Przede wszystkim braliśmy pod uwagę wasze postępy w nauce. Dodatkowo punktowane było pełnienie funkcji prefekta jak i kapitana drużyny. Nie przedłużając, czas ogłosić wyniki. Panna Jennifer Aithne, Ravenclaw.
   Krukoni zaczęli wiwatować na cześć Jenn.
   – Wiedziałam, że to ty pojedziesz – powiedziała Katniss.
   – Nie wiedziałaś.
   – Ale ja tak, gratuluję – szepnął Brynn.
Jennifer uśmiechnęła się w stronę chłopaka.
   – Panna Alexia Concordia, Ravenclaw. Panna Katniss Connors, Ravenclaw. Panna Blair Creve, Slytherin. Pan Aaron Drauffen, Gryffindor. Pan Brynn Gorawen, Ravenclaw. Panna Luna Herbivicus, Slytherin. Pan Leon Olson, Gryffindor. Pan Josh Weber, Gryffindor.
   W Sali słychać było zarówno wiwaty jak i jęki zazdrości. W pewnym momencie Aaron i Brynn spojrzeli na siebie z czymś w rodzaju nienawiści i ostrzeżenia. Zdali sobie sprawę, że będą musieli znosić się nawzajem przez co najmniej pół roku zanim wrócą do Hogwartu. Żaden z nich nie wyglądał na zadowolonego.
   – Spokój! Mam jeszcze jedno ogłoszenie.
   Uczniowie ponownie ucichli.
   – Chciałbym ogłosić, że odbędzie się bal z okazji wyjazdu. Oznacza to, że w dniu dzisiejszym wszystkie zajęcia są odwołane. Będzie również okazja, aby wybrać się do Hogsmeade, aby zakupić odpowiednie stroje. To wszystko, jesteście wolni.

   Po niecałym kwadransie uczniowie byli już w wiosce.
   – No, więc Ja i Jenn idziemy po sukienki, a wy chłopaki… Róbcie co chcecie. Tylko nie ważcie mi się nas podglądać, jasne? – Katniss zapytała takim tonem, że nikt nie odważyłby się jej sprzeciwić, nawet Josh.
   – J-jasne – odpowiedzieli nieco zmieszani.
   – Przepraszam, czy mogłabym się wybrać z wami? – spytała nieśmiało Blair.
   – Oczywiście, będzie raźniej – Jenn uśmiechnęła się do dziewczyny.
   – To świetnie – uśmiechnęła się triumfalnie i pociągnęła Jenn i Blair za ręce.
Zaprowadziła je do pobliskiego sklepu z sukienkami. Niestety nie znalazły tam żadnych, które byłyby odpowiednie.
   Zwiedziły prawdopodobnie pięć innych sklepów, ale ciągle nie upatrzyły czegoś dla siebie.
   – To nie ma sensu, żadna sukienka nie jest odpowiednia – użalała się Blair.
   – Chyba po prostu ubiorę jakąś spódniczkę czy coś – Jennifer powiedziała lekko załamana.
   – Ty chyba żartujesz! Na pewno nie pozwolę Ci pójść na bal w spódnicy – powiedziała doniośle Katniss.
   – A widzisz inne rozwiązanie?
   – Tak. Nie byłyśmy jeszcze w jednym sklepie. Został niedawno otwarty, więc o nim zapomniałam – odpowiedziała triumfalnie. – Chodźcie.
Podążyły za Katniss i po kilku minutach znalazły się pod sklepem o nazwie Eldoro Ross.
  Weszły do środka.
  Od razu zauważyły idealne sukienki. Poszły do przebieralni, aby je przymierzyć. Po chwili wyszły i oceniły siebie nawzajem pod względem dopasowania. Jednogłośnie stwierdziły, że zakupy uważają za udane. Zapłaciły i ruszyły w stronę zamku. Po drodze weszły jeszcze do obuwniczego i sklepu z biżuterią. Chwilę później dołączyli do nich chłopcy. Ku zdziwieniu dziewczyn, zobowiązali się ponieść wszystkie torby. Bez względu na ich ciężar czy rozmiar.

   Czarownice siedziały już w dormitorium i przygotowywały się na bal. Oczywiście Katniss zajmowała się fryzurami, a Alexia makijażem. Jennifer musiała zdać się na ich łaskę.
   Powoli dochodziła godzina balu, a dziewczyny wciąż nie były gotowe.
   – Jenn, codziennie wstajesz przed nami i jesteś gotowa w góra dwadzieścia minut, a dzisiaj musisz się tak guzdrać? – pytała Kat.
   – No przepraszam. Znalazłam tę kopertówkę!
   – Wreszcie... Już jesteśmy spóźnione!
   – Dziewczyny, ja się zabiję przez tę sukienkę – narzekała Alexia w drodze na Wielką Salę.
   – To po co kupowałaś taką długą? – pytała rozdrażniona szatynka.
   – Bo mi się spodobała. Proste.
   Po chwili doszły już pod drzwi, gdzie czekały na nie Arlene i Blair.
   – No to wchodzimy – powiedziała już spokojna Katniss i popchnęła drzwi. To, co zobaczyły przeszło ich wszelkie oczekiwania.

   Sala była zapełniona po brzegi, a na parkiecie tańczyły pojedyncze pary. Na stole natomiast znajdowały się same smakowitości. Przepiórcze jaja w pierzynkach, karmelizowane jabłka, ananasowy poncz w kryształowych misach, a jako danie główne – pieczone prosię.
Josh, Aaron i Brynn byli ubrani w eleganckie, ale jednocześnie wygodne stroje. Stojąc przy wielkim zastawionym stole, raczyli się ponczem.
   Gdy uczniowie i nauczyciele już się bawili, na salę wparowały spóźnione Jennifer i Katniss. Za nimi stały Arlene, Blair i Alexia. Muzyka ucichła. Każdy skierował wzrok w ich stronę. Nie było co się dziwić. Wystylizowane włosy i obłędne suknie sprawiały, że wyglądały bajecznie.
   – Co z tą muzyką?! – Josh krzyknął nagląco i podszedł do swojej dziewczyny. – Ma chérie – powiedział zalotnie, ujmując jej dłoń i prowadząc ją na parkiet.
   Czarownica od razu zaczerwieniła się aż po korzonki włosów. Wciąż nie potrafiła przyzwyczaić się do tego, że jej chłopak lubił wyróżniać się z otoczenia.
   Tymczasem Jennifer spojrzała na Brynna, który zmierzał w jej kierunku.
   – Można prosić? – zapytał nieśmiało.
   Był zupełnym przeciwieństwem Josha Webera.
   – Naturalnie – odpowiedziała z uśmiechem i podała mu swoją dłoń.
   Pary zaczęły tańczyć w takt granej muzyki. W pewnym momencie Josh wyciągnął swoją dziewczynę na środek parkietu i, chwytając ją w talii, uniósł ją nad siebie. Obrócił się kilkukrotnie, aż zawirowało jej w głowie.
   – Postaw mnie na ziemię – nalegała.
   – Chciałem, żebyś poczuła się jak królowa balu! – powiedział, spełniając jej polecenie.
   Katniss mocno go objęła i zapytała:
   – Ile już wypiłeś?
   – Troszeczkę – przyznał się, a ona spojrzała na niego ostrzegawczo.
   – Żebyś tylko tego nie żałował…
   W tym samym czasie oparty o jedną z kolumn Drauffen przyglądał się Brynnowi i Jennifer. Targały nim różne emocje: złość, rozczarowanie, niechęć… Ale najgorszą z nich zdecydowanie była zazdrość. 
   – Ładnie razem wyglądają, prawda? – usłyszał za plecami czyjś głos i zdenerwował się jeszcze bardziej.
   – Wyglądaliby lepiej osobno – rzucił złośliwie, dopiero po chwili orientując się, że stała za nim Arlene.
   – Ktoś tu jest zazdrosny – stwierdziła.
   – Mogę to wytłumaczyć.
   – Mam dość twoich tłumaczeń – wycedziła przez zęby. – Chciałam dzisiaj razem ze wszystkimi uczcić wasz wyjazd, ale widzę, że wolisz towarzystwo kogoś innego… Nawet trochę mi cię szkoda, bo Jennifer w ogóle nie zwraca na ciebie uwagi.
   – Arlene…
   – Daruj sobie – przerwała mu. – Wracam do pokoju, a ty zastanów się, czego tak naprawdę chcesz.
Czarodziej spojrzał na swoją dziewczynę. Czego tak naprawdę chce? Przede wszystkim znaleźć odpowiedź na to pytanie.

   Krótko przed północą sala kipiała życiem. Tylko Aaron siedział przy jednym ze stolików i z naburmuszoną miną popijał ukradkiem ognistą whisky.
Tymczasem Jennifer i Brynn po raz kolejny zawładnęli parkietem.
   – Nie mogę doczekać się wyjazdu – zagadnął Gorawen.
   – Ja podobnie – odpowiedziała rudowłosa.
   Cieszył się, że podzielała jego zdanie. W końcu teraz oficjalnie byli parą i mogli wspólnie spędzić swoje pierwsze „wakacje”.

   Weber cały czas zerkał na Aarona, który bezustannie wpatrywał się w Jennifer. Postanowił mu pomóc i trochę rozluźnić atmosferę. Wziął do ręki ciastko z kremem i wycelował nim w Brynna.
   – Uwaga, leci! – krzyknął i zbombardował swoją ofiarę.
   Gorawen dostał w twarz. Muzyka ucichła, a na Sali rozpętało się istne piekło. Wszyscy rzucali w siebie jedzeniem. Ktoś nawet wylał poncz, przez co parkiet przypominał teraz lodowisko. Uczniowie wywracali się, wstawali, rzucali czymś, co mieli pod ręką, i znowu upadali.
   Josh śmiał się do rozpuku, a Katniss cały czas upominała go, żeby przestał. Nadaremnie.
   – Długo zamierzasz się tak wygłupiać?
   – Pomagam przyjacielowi – zerknął na Aarona, a ten szeroko się do niego uśmiechnął.
   Przyjął to jako wyraz podzięki.
   Niedługo później bitwa trochę się uspokoiła, a Drauffen wymknął się na korytarz. Postanowił wrócić do siebie i zacząć się pakować. Jego dziewczyna uciekła z balu, a on nie czuł się zbyt dobrze w całej tej otoczce.

   Kiedy układał ostatnie rzeczy w swojej torbie podróżnej, zobaczył, że ktoś wchodzi do pokoju.
   – Przyszłam się pożegnać – Arlene powiedziała to tak cicho, że ledwie mógł ją usłyszeć.
   Otworzył szeroko oczy, nie dowierzając.
   – Pożegnać?
   – Pożegnanie brzmi lepiej niż zerwanie, prawda?
   Aaron nie mógł zrozumieć ani jednego jej słowa, choć wcale nie mówiła do niego w obcym języku, którego by nie znał. Nie wiedział, dlaczego chce posunąć się do takiego kroku. Przecież wszystko było w porządku, prawda?
   Prawda?
   – Arlene, dlaczego…?
   Czarodziej niespiesznym krokiem podszedł do swojej dziewczyny. Jeszcze przez kilka chwil mógł tak o niej myśleć.
   Jego. Tylko jego.
   – Widziałam, jak na nią patrzysz – szepnęła, wymuszając uśmiech na swoich bladych ustach. – Nie oszukuj się.
   Chłopak ujął jej dłonie i spojrzał głęboko w jasnozielone oczy, które zawsze przyciągały jego uwagę.
   – Arlene…
   – Nie – zaprzeczyła cicho, a jednak stanowczo. – Chcę z tym skończyć.
   Dlaczego ta dziewczyna miała w sobie tak mało pewności siebie? Nigdy nie potrafił tego zrozumieć. Przecież dobrze wiedziała, że… No tak. Nigdy nie powiedział, że ją kocha. Nawet nie był pewien czy zamierza. Więc… czym był jego związek? Zwykłą luźną relacją? Pragnieniem bliskości?
   Uważał Arlene za naprawdę niesamowitą dziewczynę, ale…nie kochał jej. Właśnie. I był pewien, że ona też nie darzyła go tym pięknym, ale jednocześnie zdradliwym uczuciem. Więc po co odstawiali tę szopkę? To kolejna rzecz, której nie mógł zrozumieć.
   – Jesteś tego pewna?
   Uwolniła swoje dłonie.
   – Tak. Długo nad tym myślałam – przyznała. – Jeżeli wolisz kogoś innego, nie zrobię nic, żeby cię zatrzymać.
   – Ale…
   – Nie protestuj. Nie znamy się od dziś – westchnęła. – Nie mam zamiaru zrywać z tobą kontaktu. Dalej chcę się z tobą przyjaźnić. Tak jak wtedy, zanim zostaliśmy parą. Co ty na to?
   Nie był co do tego przekonany. Miał stracić dziewczynę i zwrócić uwagę Jennifer? W jaki sposób? Ona miała teraz zupełnie inne zainteresowania.
   Nie. Nie chciał tak tego rozwiązywać. Nie chciał, żeby Arlene przez niego cierpiała. Był w stanie przyznać, że naprawdę ją kochał, ale…na swój własny pokręcony sposób. Chciał dla niej jak najlepiej i zależało mu na jej szczęściu. W dodatku była kuzynką Josha. Chyba jedyną, którą tak naprawdę lubił i tolerował.
   – Nie mogę – oznajmił w końcu.
   Arlene delikatnie się uśmiechnęła i z rozbawieniem pokręciła głową. Zaraz potem wspięła się na palce i skradła mu szybkiego całusa.
   – Będziesz musiał.
   Po tych słowach, nie mówiąc już nic więcej, odwróciła się w stronę drzwi i po chwili za nimi zniknęła.

   W ciemnej sali słychać było tylko kroki. Ktoś przechadzał się z jednego kąta w drugi.
   – Chcesz nam coś powiedzieć?
   – Owszem. Mam już dość okłamywania moich przyjaciół!
   – Dobrze wiesz, że nikt nie może się o tobie dowiedzieć.
   – Nic mnie to nie obchodzi! Chcę skończyć z życiem w kłamstwie!
   – Nie unoś się tak. Znasz zasady.
   – Znam. I dlatego mam tego dość! Nie chcę mieć z wami nic wspólnego! – tajemnicza postać opuściła pomieszczenie, trzaskając drzwiami.
   Ktoś spojrzał po reszcie zebranych, próbując dostrzec ich twarze.
   – Czyli nie mamy wyboru. Ona musi zginąć.
   – Ja ją załatwię.
   – Świetnie. Kruki nie znoszą zdrajców.

   – Zastanawiam się, czy coś jeszcze mam ze sobą wziąć – mówiła Katniss, stojąc nad swoim otwartym kufrem.
   – Może by tak rozum? – powiedziała Alexia – Kto normalny pakuje się godzinę przed wyjazdem?
   – Ja się tylko upewniam, czy wszystko spakowałam, a nie tak jak ty, co chwilę się pytałaś czy masz wziąć to, a nie tamto.
   – Dziewczyny, skończcie się kłócić – rudowłosa spojrzała na swoje współlokatorki.
   – Nie wtrącaj się!
Nim się obejrzała, dostała poduszkami w twarz od Katniss i Alexii.
   – Pożałujecie tego.
Zanim się spostrzegły, całe dormitorium było przyozdobione w pierze.
   – Dziewczyny, zaraz się spóźni… Co, na Merlina, się tu stało? – w drzwiach pojawił się Josh, jednak widok żeńskiego dormitorium wprawił go w osłupienie. – Zdajecie sobie sprawę, że za dziesięć minut mamy być już na statku?
   – Josh możesz nam pomóc z kuframi? – szatynka spojrzała zalotnie na chłopaka.
   – Ze wszystkimi?
   – Jesteś kochany – cmoknęła go w policzek.
   – Ale przecież się nie… a z resztą. Idźcie przodem… – spojrzał na stojące obok drzwi kufry. – …dogonię was za moment.
  
   Podróż trwała w najlepsze. Josh i Katniss przechadzali się po statku, Aaron i Leon oddali się rozmowie na niedający im spokoju temat, a Alexia i Blair pomagały Lunie złagodzić objawy choroby morskiej. Tymczasem Jennifer stała oparta o poręcz i wpatrywała się w zburzoną wodę.
   – Widzę, że troszkę się nudzisz – usłyszała za plecami. Kiedy odwróciła nieco głowę, zobaczyła uśmiechniętego Brynna, który zaraz potem objął ją w talii i oparł podbródek na jej prawym ramieniu.
   – Nie za blisko? – zapytała.
   – Skąd. Wszyscy wiedzą, że jesteśmy parą, więc jakikolwiek dystans nie ma najmniejszego sensu. Mogę cię przytulać, całować i… – przerwał na chwilę. – Oczywiście jeżeli nie masz nic przeciwko – dodał zaraz potem.
   Jennifer tylko się uśmiechnęła. Zupełnie jakby to, co robił, było jej całkowicie obojętne.
   Niestety siedzący nieopodal Aaron miał nieco inne odczucia. Choć pozornie skupiał się na rozmowie z Leonem, cały czas zerkał w stronę rudowłosej. Kiedy zobaczył, że Gorawen zaczyna się do niej przytulać, mimowolnie zacisnął pięści.
   – Drauffen, daj spokój – Blondyn próbował przemówić mu do rozsądku, co wcale nie było łatwym zadaniem. – Zapomnij o niej.
   – Czy wy wszyscy jesteście ślepi? Doskonale widać, że Jenn zmusza się do tego związku.
   – Skąd ta pewność?
   – Nawet na niego nie spojrzała. Jest zupełnie niewzruszona wszystkim, co powie lub zrobi. Tak nie zachowuje się zakochana dziewczyna.
   – Znalazł się specjalista…
   – Specjalista od czego? – odezwał się Josh, który przed chwilą skończył obchód całego statku i postanowił wrócić do przyjaciół.
   Leon wskazał kciukiem na Jennifer.
   – Chyba czegoś nie rozumiem – powiedziała Katniss.
   – Nie musisz. – Weber skrzyżował ręce na piersi i poprosił Aarona o rozmowę na osobności.
   Kiedy odeszli nieco na bok, Drauffen popatrzył na niego wyczekująco.
   – Co chcesz mi powiedzieć?
   Czarodziej wywrócił oczami i chwycił się za głowę. Wciąż odczuwał skutki wczorajszego imprezowania.
   – Jak długo zamierzasz do niej wzdychać? – zapytał, prawie z irytacją. – Jest teraz z innym, a ty masz Arlene.
   No tak… Josh wciąż nie miał pojęcia, że jego kuzynka skończyła wszystko krótko przed ich wyjazdem na wymianę. Aaron wolał trzymać go w nieświadomości najdłużej jak tylko się da. Nie wiedział, jak powiedzieć mu o tym, że on i Arlene nie są już razem i przede wszystkim bał się jego reakcji.
   – Masz rację – przyznał.
   – Oczywiście, że mam rację!
   Aaron lekko się roześmiał.
   – Swoją drogą… Odpisałeś jej?
   – Komu?
   – „Twojej F.” – zacytował z teatralnym wydźwiękiem.
   – Tak, napisałem jej, że spotkamy się w USA.
   – Tylko tyle?
   – Nigdy nie byłem dobry w pisaniu listów.
   – Dowiedziałem się, że Louis, Lucas i Dylan pojawią się na wymianie. – Josh kompletnie zmienił temat.
   – Mam nadzieję, że Bianca też się dostała. Nie chcę cały czas mieć Lucasa na karku…
   Po tych słowach Aaron odwrócił się z powrotem w stronę Jennifer. Ona i Brynn stali obok siebie. Przynajmniej przestał ją przytulać…
   – Drauffen, zaraz wymierzę ci kopa w tyłek. – Usłyszał po chwili i napotkał wzrok Josha.
   – Ok, ok. Już nie będę na nią patrzeć. Wracajmy lepiej do Leona i Kat, bo zaczną się martwić, że wypadliśmy za burtę.
   Czarodzieje powoli podeszli do przyjaciół. Josh niemal od razu zauważył lukrowane pączki na talerzu, który trzymała jego dziewczyna.
   – Skusisz się? – zagadnęła z niewinnym uśmiechem.
Weber natychmiast zrobił się zielony i podbiegł do barierki, a następnie wyrzucił z siebie całą zawartość żołądka.
  – Teraz wiesz, że przesadzanie z imprezowaniem nie przynosi nic dobrego – powiedziała rozbawiona Katniss i zaczęła zajadać się jednym z pączków.
  
   Późnym wieczorem, kiedy wszyscy powoli kładli się do snu, Jennifer stała na pokładzie i patrzyła na wzburzoną wodę.
   – Można przeszkodzić? – ktoś zapytał stosunkowo cicho.
   Rudowłosa spojrzała na stojącego za nią Aarona i delikatnie się uśmiechnęła.
   – Nie mam nic przeciwko.
   Chłopak podszedł bliżej i oparł się o barierkę.
   – Nie możesz spać? – zapytał.
   Pokręciła głową.
   – To chyba te emocje. Cieszę się, że znowu zobaczę się z Dylanem. Dodatkowo mogę nauczyć się tam czegoś ciekawego i poznać nowych ludzi.
   – No i to jak pierwsze wakacje z twoim chłopakiem, nie uważasz? – dodał z przekąsem.
   Na szczęście nie wyczuła w jego wypowiedzi nic podejrzanego.
   – Przestań. – Trąciła go łokciem w bok i na chwilę zamilkła. – Nie patrzyłam na to w ten sposób. Ale nawet jeśli, nie jestem tym jakoś szczególnie podekscytowana …
   Drauffen się uśmiechnął. Te słowa były muzyką dla jego uszu.
   – Co ty właściwie do niego czujesz? – zaryzykował. – To nie wygląda na wielką miłość.
   Jennifer spojrzała na niego obojętnie. Nie spodziewała się tego pytania, ale nie wywołało w niej żadnych emocji. Ze względu na późną porę i mętlik w głowie nie zastanawiała się już nad tym, co mówi i było jej wszystko jedno.
   – Po prostu dobrze się ze sobą czujemy – stwierdziła. – Jest całkiem romantycznie, Brynn się stara i w ogóle…
   Brakowało jej słów i stosownych argumentów. Westchnęła. Przecież ten związek to coś poważnego, prawda?, pytała samą siebie. Więc dlaczego nie umiała odpowiedzieć na proste pytanie?
   – Powinnaś go zostawić – stwierdził z pewnością w głosie.
   Serce waliło mu jak oszalałe. Zebrał w sobie całą energię, żeby wypowiedzieć to trzywyrazowe zdanie. Nie wiedział, jaka będzie jej reakcja, więc przygotowywał się na najgorsze. Jednak ona spojrzała na niego łagodnie.
   – A co, masz dla mnie kogoś lepszego?
Dużo lepszego, pomyślał i jednocześnie odetchnął z ulgą, bo nie wyrzuciła go za burtę.
   – Może tak, może nie… – odpowiedział zagadkowo, wywołując na jej twarzy delikatny uśmiech.
   – Pójdę już do siebie – oznajmiła i poklepała go po ramieniu. – Nie siedź tu za długo, bo w końcu się przeziębisz.
   Odprowadził ją wzrokiem i znowu spojrzał na wzburzoną wodę. Chciał, żeby spędzone z nią chwile trwały wieczność, ale na drodze do jego szczęścia stała upierdliwa przeszkoda – Brynn Gorawen. Gdyby tylko mógł, przerobiłby go na…
   – Widzę, że nieźle się bawisz, podrywając moją dziewczynę. – Usłyszał na plecami i od razu rozpoznał właściciela głosu.
   Westchnął. Nie miał ochoty się kłócić. Co najwyżej skręcić mu kark, ale to już inna historia.
   – Czego chcesz?
   – Zostaw ją w spokoju – ostrzegł go. – Jeżeli tego nie zrobisz…
   – Co, pobijesz mnie? – Machnął ręką.
   Brynn cicho się roześmiał.
   – Skoro tego chcesz – powiedział, bardziej do siebie. Zaraz potem uderzył go z pięści w policzek. – Twoja odpowiedź? – zapytał, oblizując wargi.
   Nie musiał długo czekać. Po chwili leżał na deskach pokładu i trzymał się za oko. Aaron pochylił się nad nim, zachowując bezpieczną odległość. Właśnie wtedy pojawił się Josh, który skarcił wzrokiem swojego przyjaciela.
   – Zachowujecie się jak dzieci – stwierdził i pokręcił głową.
   – Skąd się tu znalazłeś?
   – Zobaczyłem jak Brynn wymyka się ze swojego pokoju. Wiedziałem, że to nie wróży nic dobrego, skoro ty również byłeś nieobecny.
   – Wałęsałeś się po statku?
   – Byłem u Katniss – wytłumaczył i skrzyżował ręce na piersi. – Dobra, koniec tych pogaduszek. Wracaj pod pokład, bo zaraz wpadniesz po uszy, a ja nie mam zamiaru wyciągać się z żadnego bagna.
   – Dobrze, już dobrze. – Dał za wygraną. – A co z nim? – Wskazał na wijącego się z bólu Brynna.
   Josh spojrzał na poszkodowanego. Sam nie był geniuszem, ale jego przyjaciel znacznie częściej pokazywał, że lekkomyślność to jego drugie imię.
   – Poradzi sobie – podsumował. – A ty lepiej martw się o własny tyłek.

piątek, 11 sierpnia 2017

5000!!!

   Światła! Kamera! Akcja!
   – Witam wszystkich bardzo serdecznie. Dzisiaj ja, wspaniała i niepowtarzalna TaNi, przeprowadzę wywiad z autorką, której chyba nie muszę wam przedstawiać. Oto przed państwem – Jennifer!
   – O matko, ile się tu ludzi zebrało…
   – I wszyscy są tu specjalnie dla ciebie!
   – Chciało im się tu przychodzić? Naprawdę?
   – Masz co do tego wątpliwości? – pytam, zerkając w stronę publiczności.
   – Zaczynam podejrzewać, że kto im zapłacił za przyjście.
   Kto jej to wygadał?!, padło nagle.
   Słychać cię idioto!, wszyscy usłyszeli zaraz potem.
   – Może zignorujmy głosy zza kulis i na spokojnie porozmawiajmy – stwierdzam swobodnie.
   – Dobrze – dostaję w odpowiedzi i przechodzę do meritum.
   – Zadam ci kilka pytań i chciałabym, abyś szczerze na nie odpowiedziała. Fani będą za to wdzięczni.
   – Nadal nie wierzę, że oni chcą o mnie cokolwiek wiedzieć.
   – Jak widzisz, to prawda. Nie przedłużając, oto pierwsze pytanie. Który tom Harry'ego Pottera najbardziej Ci się podobał i dlaczego?
   – To dopiero pierwsze pytanie, a ja już mam trudność, aby na nie odpowiedzieć.
   Uśmiecham się szeroko.
   – Dlaczego?
   – Nie potrafię tego stwierdzić. W każdym tomie było coś co mi się podobało i nie podobało. Tak więc mogę śmiało stwierdzić, że takiego ulubieńca nie posiadam.
   – Świetnie! W takim razie następne pytanie. Jaki jest twój ulubiony kolor?
   – Niebieski. I dziwnym zbiegiem okoliczności należę do Ravenclawu.
   – Mówisz tak, jakby to, co piszesz było prawdziwe, a nie tylko fikcją.
   – To zależy jak patrzysz na świat. Być może to fikcja, a może pamiętnik mojego życia.
   – Bardzo to głębokie… – przyznaję znowu zerkając na publiczność i widzę, że podzielają moje zdanie.
   – Tak, jak brodzik.
   – Nie psuj mi tej chwili! – krzyczę, udając oburzoną. – Lecimy dalej. Jaka jest twoja ulubioną postać z HP i dlaczego?
   – Luna, ponieważ jest indywidualistką, jak ja.
   – Jaka jest twoja szczęśliwa liczba?
   – 21.
   – Dlaczego akurat ta?
   – Jest to przysłowiowe „oczko”. Poza tym to też dzień moich urodzin.
   – Co daje ci "kopa" do pisania?
   – Terminy… nie no serio to czytelnicy. To dzięki nim mam chęć do pisania.
   – Czy któraś z twoich postaci jest wzorowana na kimś kogo znasz?
   – Tak. Obecnie jakieś ¾ postaci ma swój pierwowzór w ludziach, których znam.
   – Od ilu lat piszesz? Zamierzasz kiedyś coś wydać?
   – Piszę od 2013r. A co do wydawania to są takie plany. Być może nawet są to bliższe plany.
   – Jakbyś opisała siebie w trzech słowach?
   – Ja jestem Jenn.
   – Co się dla ciebie najbardziej liczy w przyjaźni?
   – Szczerość i wytrwałość. To taki mój mały przepis na udaną przyjaźń. Trzeba być zawsze szczerym i wytrwałym, szczególnie jeśli twoją przyjaciółką jest Katniss, z którą przy każdej możliwej okazji się kłócę, aby po godzinie znów normalnie rozmawiać.
   – Czy jest jakaś tematyka w książkach, której nie trawisz?
   – Romans. Fakt faktem mam w swojej biblioteczce trzy serie, gdzie głównym wątkiem jest romans, ale świat w nich został tak wykreowany, że nie odczuwa się specjalnie tego.
   – Jakie sporty uprawiasz/uprawiałaś?
   – Kiedyś trenowałam siatkówkę, a hobbystycznie jeżdżę na łyżwach, lubię też pływać, choć tej umiejętności nauczyłam się stosunkowo późno.
   – Lubisz śpiewać?
   – Tak. Dobrze chociaż, że lubienie nie równa się potrafieniu. Tu zdania są podzielone.
   – Masz jakieś zwyczaje, gdy piszesz? Na przykład słuchasz muzyki albo jesz coś w między czasie?
   – To zależy od mojego nastroju, czasami piszę bez niczego, czasami muszę posłuchać jakiejś muzyki dla odpowiedniego klimatu.
   – Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
   – Głównie Pop Rock.
   – Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
   – A żeby to tylko jedną.
   – Swój pomysł najpierw przelewasz na kartkę papieru, czy najpierw do dokumentu tekstowego?
   – Wszystko pakuję od razu do Worda… Żebyście widzieli ile ja mam osobnych scen napisanych.
   – Nie pogubiłaś się?
   – A czy to raz…
   Wiem, że mówi prawdę. Też w tym siedzę…
   – Jaki przedmiot nauczany w Hogwarcie najbardziej cię fascynuje?
   – Wszystkie. Ale chyba najbardziej Obrona przed Czarną Magią.
   – Noc czy ranek?
   – Jestem raczej nocnym stworzonkiem, tak więc noc.
   – Biały czy czarny?
   – Czarny.
   – Masz ulubione zaklęcie z HP? Jakie i dlaczego?
   – Myślę, że jest to zaklęcie Patronusa ponieważ jest w nim nutka tajemniczości. Nie jest wiadome jaką postać przybierze i czy w ogóle jakąś będzie posiadał, a żeby zaklęcie zadziałało trzeba wydobyć z siebie najweselsze wspomnienie jakie się posiada, a dzięki temu można poznać samego siebie.
   – Jak masz na imię?
   – Jennifer.
   Śmieję się na głos i prostuję, o co mi chodzi.
   – Raczej chodzi o to prawdziwe.
   – Cóż, może kiedyś wam je zdradzę.
   – Złośliwiec.
   – Skądże znowu.
   Razem wybuchamy śmiechem, a publiczność idzie w nasze ślady.
   – Skąd czerpiesz inspiracje?
   – Szczerze? Sama nie wiem, możliwe, że to dlatego, że widzę świat oczyma wyobraźni, widzę wszystko wokół mnie w innych barwach niż wszyscy ludzie. Czasami mam wrażenie, że jestem częścią świata, który sama wykreowałam, który w ogóle nie istnieje.
   – Co najczęściej pijesz? – unoszę znacząco brwi.
   Jak to, co? Alkohol oczywiście!, słyszymy znowu, a nasza Jennifer mimowolnie się uśmiecha.
   – To zależne od sytuacji – odpowiada w końcu, z pozornym spokojem.
   – Ile masz książek?
   – Dużo. Mam wrażenie, że z każdą sekundą ich liczba rośnie.
   – Gdzie zamierzasz spędzić wakacje?
   – Tegoroczne wakacje spędziłam w Paryżu.
   – Poznałaś jakiegoś przystojnego Francuza?
   – Kilku się oglądało, ale żaden nie był w moim typie.
   Na szczęście, wychwytuję pomruk w widowni i widzę wyraz ulgi na jego twarzy. Uśmiecham się i wracam do Jenn.
   – Jakie są Twoje plany na dalsze miłosne losy bohaterów? Czy możemy liczyć na coś więcej?
   – Pewnym jest, że będzie kilka większych wątków miłosnych oraz wiele pobocznych wątków, więc na pewno coś dla każdego się znajdzie.
   – Czy planujesz przedstawić losy bohaterów po ukończeni edukacji? Jeśli tak to w jakich zawodach się odnajdą i czy będą dalej razem?
   – Tak, akcja będzie się działa jeszcze długo po zakończeniu edukacji. Co do karier, to nie chcę zdradzać, kto i gdzie będzie pracował, ale pewnym jest, że postacie odnajdą się jako uzdrowiciele, aurorzy, gracze Quidditcha, bankierzy, a ktoś może nawet pokusi się o pracę w ministerstwie.
   – Lubisz kebaby? I dlaczego na cienkim? – zręcznie zmieniam temat.
   – Lubię, ale najczęściej jadam je w bułce.
   – Planujesz związać swoje życie z pisaniem czy raczej będziesz traktować to jako hobby?
   – To dość ciężkie pytanie. Wiele osób chciałoby, aby hobby było pracą, jednak jest w wielu przypadkach twardy orzech do zgryzienia. Szczególnie z pisarstwem, gdzie wielcy pisarze często są gonieni przez terminy bo czytelnicy chcą aby jak najszybciej została wydana kolejna książka. W moim przypadku to będzie zależeć głównie od szczęścia i chęci kontynuowania pisania.
   – Co zainspirowało cię do napisania tej historii?
   – Chciałam stworzyć historię inną niż wszystkie i myślę, że mi się to udało.
   – Opowieść ta jest tylko i wyłącznie twoją wyobraźnią czy ma ona jakąś inną inspiracje?
   – Na pewno zainspirowała mnie J.K. Rowling, bo bez niej nie powstałby świat Harry’ego Pottera. Wykreowana przez nią historia jest bazą mojego opowiadania, ale postacie i fabuła są w 100% moją wyobraźnią.
   – Czy główne bohaterki/bohaterowie mają swoje pierwowzory w Twoim realnym życiu? Chwila, takie pytanie już było. Następne… Kiedy kolejna notka?
   – Jak napiszę, to będzie.
   – W skali od 1-10, jak przez te wszystkie lata ocenisz swój postęp w pisaniu?
   – 8. Wiem, że nie piszę idealnie, ale również nie tak źle jak na początku.
   – Co najbardziej Twoim zdaniem poprawiło się w Twoich tekstach?
   – Na pewno bardziej rozbudowuję fabułę i rozwijam postaci. Staram się nie trzymać utartych schematów dlatego myślę, że jakbym zestawiła ze sobą postacie z pierwszej wersji oraz tych z nowej to sami by siebie nie poznali. Pewnym jest również to, że bardziej przykładam się do tego, aby w późniejszych korektach zdanie było jak najmniej poprawiane, co też często nie wychodzi tak jakbym tego chciała.
   – Ostatnio korekta to prawie same przecinki, spokojnie – puszczam jej oczko. – A poza tym… Wiesz, że super piszesz?
   – Tego nie wiedziałam. Miło, że ktoś tak uważa.
   – Dziękuję, że zechciałaś odpowiedzieć na te parę pytań.
   – Parę… – wywraca oczami. – Ja również dziękuję i mam nadzieję, że nie nikogo nie zanudziłam.
   – Miejmy nadzieję, że nie. Chciałabyś coś jeszcze powiedzieć swoim czytelnikom?
   – Owszem, chciałabym. Dziękuję wam bardzo za te 5000 wyświetleń, wiem, że notki nie pojawiają się tak często jak tego chcecie, ale myślę, że wynagradzam wam to długością rozdziałów. Chcę was zaprosić do nowopowstałej zakładki Ciekawostki, gdzie wraz z rozwojem fabuły będą ujawniane nowe informacje o waszych ulubionych postaciach. Ciągle zachęcam was do zostawiania swoich teorii oraz pytań, jeśli macie wątpliwości co do jakiegoś fragmentu rozdziału, w zakładce Pytania/rozkminy. Wraz z ciągle rozwijającą się fabułą, będą pojawiać się nowe postacie, które mam nadzieję, że pokochacie tak jak obecne. Mogę wam zagwarantować, że będzie wiele zwrotów akcji. Zapraszam  również na fanpage, gdzie będą niepublikowane dotąd fakty oraz wiele innych ciekawostek. I cóż mi pozostało jeszcze rzec. Do zobaczenia przy następnej notce!
   Cięcie! Świetnie, mamy to!
   – I jak wrażenia po wywiadzie?
   – Ludzie mieli niezłą fantazję wymyślając te pytania…
   – Większą niż my?
   – Nie. Nas nic nie przebije.
   – To jakie plany na teraz?
   – Teraz? Ja, ty i reszta ekipy idziemy się wyszaleć!
   – Jestem za! To co planujesz w rozdziale 7?
   – Na pewno będzie…
   UPS! TEGO NIE MOŻEMY WAM ZDRADZIĆ!

piątek, 7 lipca 2017

Nowe wyzwania

Na samym początku chciałabym bardzo podziękować tym, którzy mi pomagali przy tworzeniu tej notki. Bez was nie powstałaby tak szybko. Uwielbiam was ^^
PS. Nadal możecie zadawać pytania w zakładce "Pytania/Rozkminy".

Pozdrawiam,
Jenn ♥

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   W jednym z ciemnych pomieszczeń strumyk światła padał na twarz jednej z tajemniczych postaci.
   – Wszystko musi pójść zgodnie z planem – padło polecenie. – Szef potrzebuje silnych czarodziei, a w tej szkole jest kilka perełek, więc radzę wam, aby nie dowiedział się, że coś poszło nie po jego myśli.
   – Skąd miałby się o tym dowiedzieć? – zapytał ktoś inny.
   – Nie znasz go. Równie dobrze może już wiedzieć, co zrobiliśmy, a czego nie.
   – Spójrzcie tylko, kto się zjawił. Mam nadzieję, że zadanie zostało wykonane?
   – Oczywiście. Czemu miałoby być inaczej? – odpowiedziano z kpiną.
   – Świetnie. Teraz wystarczy go odpowiednio przygotować na to, że zasili szeregi Kruków.
   – Dlaczego akurat on? Dlaczego teraz?
   – Łatwo manipulować kimś zakochanym, zwłaszcza jeżeli nie może związać się z tą wyjątkową osobą.
   – To tylko kwestia czasu…
   – Zobaczymy. Idźcie już i róbcie to, co do was należy.

   – Dzień dobry – Brynn przywitał się swobodnie i cmoknął Jennifer w policzek.
   Zaraz potem zajął miejsce obok niej.
   – Czy ty, aby nie przesadzasz? – szepnęła mu na ucho.
   – Jenn, przestań… Wczoraj nie miałaś nic przeciwko pocałunkowi w usta, a teraz rumienisz się, kiedy całuję cię w policzek? Wprawiłem cię w zakłopotanie?
   Rudowłosa lekko się zarumieniła. Nie wiedziała, co sądzić o zaistniałej sytuacji, ani jak się zachować… W końcu chyba po raz pierwszy w swoim życiu doświadczyła jakichś romantycznych uniesień. Choć nie była pewna, czy to wszystko można określić właśnie w ten sposób. Do niedawna Brynn był tylko i wyłącznie jej kolegą z tego samego domu i nie marnowała czasu na myślenie o tym, czy kiedyś coś między nimi zaiskrzy. Kiedy patrzyła na to z dystansem, dochodziła do wniosku, że nigdy nie zajmowała sobie głowy romantycznymi relacjami i chyba taki układ był dla niej najłatwiejszy. Nie miała pojęcia, jak potoczy się ta relacja w najbliższej przyszłości i właśnie to spędzało jej sen z powiek.
   – Po prostu nie wykonuj takich gestów zbyt ostentacyjnie – pouczyła go i wróciła do tego, co miała na talerzu.
   Tymczasem siedzący nieopodal Aaron przyglądał się całemu zajściu i wykorzystywał ostatki cierpliwości, aby nie wybuchnąć z przepełniającej go zazdrości.
   – Cholerny Brynn – zaklął pod nosem, tak, aby nikt inny nie mógł go usłyszeć.
   Na jego nieszczęście Josh Weber jak zwykle zdołał wychwycić nawet najcichszy szept.
   – Co tym razem? – zapytał, wywracając oczami, ale po chwili nie potrzebował już żadnej odpowiedzi. – Za późno bracie. Ona już znalazła swojego księcia…
   – Kto znalazł swojego księcia? – zapytała Katniss, która pojawiła się dosłownie znikąd.
   Josh wskazał ręką na Jennifer i w tym samym momencie zauważył iskierkę w oczach swojej dziewczyny.
   – Kat, co ty kombinujesz?  
   – Nic wielkiego – przyznała i chwyciła go za rękę – Chodź, przywitamy się.
   Nie protestował. Po chwili stali już obok droczącej się ze sobą pary.
   – Dzień dobry, gołąbeczki – szatynka zagadnęła z uśmiechem, a rudowłosa zmierzyła ją zabójczym spojrzeniem.
   – Dzień dobry – Brynn odpowiedział spokojnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z panującego wokół niego napięcia.
   – Widzę, że randka zakończyła się sukcesem.
   – Wszyscy już wiedzą? – czarodziej lekko się zdziwił.
   Tymczasem Josh ukradkiem spojrzał w stronę Aarona.
   – Tak, wszyscy – przyznał.
   – Nie sądziłem, że aż tak się to rozniesie
   – Coś ci wytłumaczę, mój drogi nieświadomy przyjacielu. Jeśli całujesz dziewczynę w przy wszystkich w Wielkiej Sali, to wiadome, że to zauważą.
   – Josh! –   Jennifer skarciła przyjaciela.
   – Wybacz kochana, ale on ma rację – odparła szatynka. – Jeśli chcieliście utrzymać swój związek w tajemnicy, wystarczyło zachowywać się jak zwykle.
   – Chodź Brynn, zostawmy ich.

   Niedzielny poranek, mimo kilku zaskoczonych uczniów, mijał spokojnie.   Większość osób wciąż przebywało w Wielkiej Sali, przez co na dziedzińcu nie było tłumów.
   – Naprawdę nie sądziłem, że aż tak się to rozniesie – westchnął Brynn.
   – W pewnym sensie to było do przewidzenia. Pamiętasz jak wszyscy zareagowali na wieść o Kat i Joshu?
   – W jego przypadku to faktycznie było zaskoczenie – niespodziewanie chwycił Jenn za rękę. – Ale my to inna historia.
   – Masz rację – rudowłosa uśmiechnęła się lekko.
   – Kogo moje piękne oczy widzą… Dwoje zakochanych kujonków.
   – Czego tu chcesz Concordia? Nie mógłbyś wejść pod jakiś kamień i tam zdechnąć? – Brynn spytał z irytacją.
   – Doprawdy Gorawen, myślałem, że masz lepszy gust – Nathan podszedł do Jenn i wymusił na niej pocałunek zanim zdążyła jakkolwiek zareagować.
Dziewczyna w momencie zamieniła się w słup soli.
– Muszę przyznać, że jak na szlamę, całujesz całkiem nieźle – przyznał z satysfakcją.
      Nim się spostrzegł leżał na ziemi z krwawiącym nosem.
   – Tylko spróbuj ją tknąć jeszcze raz, a możesz być pewny, że na tym się nie skończy.
   – Pożałujesz tego – wyszeptał ze złością, chwiejnie wstając.
   – Zaraz ty możesz pożałować tego, że tu przyszedłeś – Josh wyrósł za Ślizgonem jakby spod ziemi.
   – Widzę, że przybyła twoja świta – powiedział z kpiną. – Szkoda, że w twoim przypadku „odwaga” nie idzie w parze z inteligencją. Na szczęście u mnie nie ma z tym problemu. Żegnam, łamagi.
Po wypowiedzianych słowach odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
   – No Brynn, nie spodziewałem się tego po tobie. Nieźle go urządziłeś.
   – Dzięki? – odpowiedział zmieszany i podszedł do Jennifer. – Wszystko w porządku? – zapytał.
   Nie była w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Jak ten paskudny jaszczur mógł jej to zrobić? Miała ochotę odciąć mu język i wepchnąć mu go do gardła, żeby się nim udławił.
   – Myślisz, że to tylko chwilowe? – Brynn zagadnął Josha i obaj spojrzeli na czarownicę.
   – Może spróbuj ją pocałować – zaproponował. – Książę całuje księżniczkę, żeby ściągnąć z niej zły czar.
   – To nie jest zabawne…
   – Ok, to może ja ją pocałuję?
   – Josh!
   – No co? – śmiał się. – Skoro ty nie chcesz…
   – Idioci… – Jennifer powiedziała nagle, odzyskując zdolność mowy. – Skończyliście już wymyślać swoje beznadziejne porady?
   – Przepraszam – Brynn odpowiedział zmieszany, a Josh wybuchnął śmiechem.
   – Skoro księżniczka jest już odczarowana, wrócę do siebie i zostawię was samych – oznajmił entuzjastycznie i puścił oczko do Jenn, która na odchodne zmierzyła go zabójczym spojrzeniem.

   Aaron siedział na swoim łóżku, trzymając w ręce zapisaną kartkę. Zaintrygowany uważnie śledził treść listu. Nawet nie zauważył, kiedy do dormitorium wszedł jego przyjaciel.
   – Stary, szkoda, że nie widziałeś jak Gorawen przywalił Concordii. Nie sądziłem, że on potrafi się bić.
   – Hmm..
   – Widzę, że twój entuzjazm osiągnął właśnie dno.
   – Mówiłeś coś? – zapytał, w dalszym ciągu nie odrywając wzroku od tekstu.
   – Co spowodowało, że straciłeś zdolność mowy?
   Chłopak bez słowa podał mu list.
   Josh z każdym kolejnym słowem dziwił się coraz bardziej. Wiedział, co kiedyś łączyło tę dwójkę i obawiał się, że Arlene nie zrozumie, jak działa ta relacja. Dla jej dobra wolał trzymać język za zębami.
   – Widzę, że zażyłość nie minęła. Dalej mówi do ciebie cariño?
   – Błagam, nie komentuj…
   – Uwielbiam jak się przede mną płaszczysz, jednak w tej sytuacji martwię się, że znowu stracisz głowę.
   – Dobrze wiesz, że to jej sposób bycia   – zauważył.
   – Powiedz to Arlene… Jak ją określisz? „Tylko przyjaciółka”? Aaron, daruj sobie…   – westchnął. – Wiem, że postrzegacie to na swój własny sposób, ale nie każdy to rozumie.
   – Musisz drążyć temat?
   – Nie muszę, ale to niezła zabawa – uśmiechnął się szeroko. – Chyba się pójdę zdrzemnąć. Przede mną długa noc.

   – Nie ruszaj się – Arlene powiedziała stanowczo, kiedy Aaron po raz kolejny podrapał się po głowie.
   – Długo jeszcze? – zapytał, mając nadzieję, że nie będzie musiał długo czekać i siedzieć w bezruchu przez najbliższe pół godziny.
   – Prawie skończyłam – skłamała.
   Nie wiedział, jakim cudem znowu zgodził się na zostanie modelem. Nienawidził pozować do zdjęć, a tym bardziej do rysunków. Zwłaszcza, że Arlene lubiła dbać o każdy szczegół i często robiła poprawki, nawet jeżeli według niego były niepotrzebne.
   Wszystko zaczęło się dosyć niepozornie. Zaraz po śniadaniu Arlene powiedziała mu, że chce przyjść do jego pokoju i zapytała, czy nie ma nic przeciwko temu. Rzecz jasna zgodził się prawie od razu. Po ostatniej kłótni, a właściwie nieporozumieniu, nie potrafił nawiązać z nią dobrego kontaktu. Racja, rozmawiali ze sobą, ale wyczuwał między nimi pewien dystans, którego w żaden sposób nie umiał pokonać. Kiedy w końcu do niego przyszła, zauważył, że trzyma w ręce swój szkicownik.
   – Ostatni raz – obiecała.
   Wywrócił oczami. I tak niemiał co robić, a poza tym wiedział, że nie wolno odmawiać własnej dziewczynie.
   Minęło już półtorej godziny, a on wciąż siedział w ustalonej przez nią pozycji i nie mógł się ruszyć nawet o centymetr.
   – Głowa lekko w lewo. Ruszyłeś się – wytknęła mu.
   Miał dość.
   Gwałtownie podniósł się z krzesła, na którym siedział i wspiął się na łóżko, na którym aktualnie znajdowała się Arlene. Chwycił ją za kostki i pociągnął w swoją stronę. Chwilę później była już pod nim. Zdziwiona i zdezorientowana.
   – Wystarczy – powiedział, dając jej do zrozumienia, że nie potrafi dłużej wytrzymać.
   – Przecież jeszcze nie skończyłam…
   – Dokończysz innym razem – oznajmił. – A teraz pozwól, że to ja zaczerpnę trochę przyjemności – dodał zaraz potem i delikatnie ją pocałował.
   – Przeszkadzam? – usłyszeli nagle i odwrócili wzrok w stronę drzwi.
   Leon Olson. Jak zwykle fenomenalne wyczucie czasu…
   – Właśnie wychodziłam – Arlene wzięła do ręki swój szkicownik i wydostała się spod czarodzieja.
   Po chwili zniknęła za drzwiami.
   – Musiałeś? – Aaron spojrzał na przyjaciela i zapytał z pretensją.
   – Zamierzaliście zignorować fakt, że Josh jest w pokoju?
   Czarodziej spojrzał na chłopaka śpiącego na łóżku obok i westchnął z rezygnacją.
   – Przyszedłeś po coś konkretnego?
   – Chciałem porozmawiać z Joshem, ale widzę, że musze poczekać – rzucił z uśmiechem i usiadł na krześle, na którym wcześniej siedział Aaron. – Po tym, co zobaczyłem, wnioskuję, że już puściła w niepamięć incydent z pikniku? Słyszałem, że nieźle się wkurzyła.
   – Mniej więcej… Obawiam się, że gdyby zobaczyła list, znowu wszczęłaby kłótnię o nic – wywrócił oczami.
   – List? – blondyn lekko się zdziwił.
   Czarodziej podał mu zapisaną kartkę.
   – Mnie nie wysyła takich listów…
   – Widujesz się z nią częściej – przyznał. – A ja nie widziałem jej od… Od bardzo dawna.
   – Stęskniony? – próbował go podpuścić.
   Aaron uśmiechnął się sam do siebie. Oczywiście, że tak. Ale przecież nie przyzna tego na głos.
   – Zawołam cię kiedy Josh się obudzi – odpowiedział wymijająco.
   Kąciki ust chłopaka podjechały lekko do góry.
   – Ok, już ci nie przeszkadzam.
   Po wypowiedzianych słowach wyszedł z pokoju.
   – Zamierzasz jej odpisać? – Aaron usłyszał nagle i spojrzał na Josha.
   – Myślałem, że śpisz.
   – Spałem. Obudziła mnie wasza rozmowa – przyznał. – Więc?
   – Z niecierpliwością czeka na moją odpowiedź. Tak przynajmniej napisała.
   – Uważaj, jeszcze wpakujesz się w jakieś bagno…
   – Spokojnie, wiem, co robię.
   – Już ja znam te twoje „wiem, co robię”…

*proszę o włączenie piosenki nr 4*

   W dormitorium dziewczyn było wyjątkowo cicho. Katniss siedziała na podłodze, czytając jakieś pisemko, a Jennifer odrabiała zadania na następny dzień. Resztę dziewczyn wywiało z pokoju kilka godzin wcześniej.
   – Kat, słyszysz to? – spytała po chwili Jennifer
   – Co mam słyszeć? – szatynka nawet nie podniosła wzroku znad artykułu.
   – Muzykę. Ktoś gra na fortepianie.
   – Ja tam nic nie słyszę – przyznała.
   – Kupię ci na gwiazdkę aparat słuchowy…
   – Fajnie – ucieszyła się. – A co to jest?
   – Przekonasz się, jak ci go podaruję – rudowłosa wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
   – Gdzie  idziesz?
   – Sprawdzić, czy nie zwariowałam.
   – To wiem już od dawna, wystarczyło zapytać – Katniss uśmiechnęła się szeroko.
   – Jak zawsze pomocna...

   Błądząc po ciemnych korytarzach zamku, Jennifer zaczynała się zastanawiać, czy to aby nie był tylko omam słuchowy.
   – Na pewno mi się zdawało. No bo kto w środku nocy grałby na fortepianie? – w mroku było słychać wyłącznie echo i kroki dziewczyny. – Świetnie. Zaczynam mówić do siebie.
   Po chwili rozbrzmiał dźwięk wspomnianego instrumentu. Wsłuchując się w melodię, dziewczyna dotarła pod pięknie zdobione drzwi.
   Niepewnie je otworzyła.
   Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to ogromny czarny fortepian. Jego lśniący lakier odbijał światło świec stojących w złotym świeczniku o trzech ramionach. Każda ze świec powoli uwalniała delikatny zapach bzu. Z sufitu leniwie zwisały kryształowe żyrandole, w tej chwili ciemne, lecz odbijające blask ciepłej czerwieni świecy. Delikatnie poruszający się płomień sprawiał, że na kremowej ścianie odbywał się taniec świateł i cieni. Na ścianach, tuż pod sufitem, ciągnęły się ciemne, drewniane rzeźby przedstawiające majestatyczne winorośle, a sam sufit znajdował się wysoko nad głową, więc gdy się na niego patrzyło, zdawało się, jakby w ogóle go tam nie było. Podłoga pokryta była panelami w kolorze ciemnego orzecha, przeplatana jaśniejszymi i ciemniejszymi odcieniami, jakby poruszana delikatnym wiatrem.
   Kątem oka dziewczyna zauważyła ruch przy fortepianie. Gdy przyjrzała się dokładnie, dostrzegła Aarona grającego na instrumencie. Jego smukłe palce płynnie poruszały się po klawiszach, dzięki czemu do jej uszu dobiegała delikatna melodia.
   – Co tutaj robisz? – zapytała.
   – Nie widzisz? Gram.
   – Nie sądziłam, że potrafisz grać.
   – Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz – przyznał.
   – Najwidoczniej.
   – Zatańczysz ze mną?
   – Teraz? – zdziwiła się. – Przecież przestaniesz wtedy grać.
   – A od czego jest magia?
   Aaron podszedł do Jenn, ukłonił się przed nią i ujął delikatnie jej dłoń, odchodząc kilka metrów od fortepianu. Położył rękę na talii dziewczyny.
   – Mam nadzieję, że się nie zawstydzisz?
   – To zależy, jak dobrym jesteś tancerzem.
   Gdy ponownie rozbrzmiała muzyka, Aaron i Jennifer rozpoczęli swój taniec. Delikatne obroty wprawiały parę w zachwyt. Nikt nie sądził, że tak idealnie się ze sobą zgrają. Byli jak jedna dusza w dwóch ciałach, niecierpliwa, aby się ze sobą połączyć.
   – Dobrze tańczysz.
   – To wyłącznie zasługa partnerki.
   – Czyżby? – zachichotała.
   Aaron zakręcił nią kilkukrotnie i przyciągnął do siebie. Czuł się niezwykle pewnie w swoich ruchach i nie przeszkadzała mu nieustanna bliskość ciała Jennifer. Wręcz przeciwnie. Z Każdą kolejną nutą wygrywaną na fortepianie jeszcze bardziej zatracał się w tańcu i zapominał o wszystkim, co go otaczało. Nie liczyło się nic poza nimi. Tylko ona i on – sami w pustej sali.
   – Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć?
   – Kiedyś chciałem zaimponować jednej dziewczynie.
   – Udało się? – zapytała z uśmiechem.
   Zakręcił nią znowu, tym razem bardziej energicznie niż poprzednio. Roześmiała się na głos, kiedy objął ją w talii i posłał jej pełne pożądania spojrzenie. Wiedziała, że chciał jej zaimponować i musiała przyznać, że szło mu całkiem nieźle. Widziała go w zupełnie nowym świetle i wcale nie była rozczarowana.  Chciała, aby ten taniec trwał wiecznie i dawała głowę, że Aaron myślał dokładnie o tym samym.
   Czarodziej spojrzał w niebieskie oczy dziewczyny i delikatnie się do niej zbliżył.
   – Mogę? – zapytał cicho, zerkając na jej lekko rozchylone usta.
   – A co z Arlene?
   – Zapomnijmy o niej.
   – To twoja dziewczyna…
   – Teraz liczysz się tylko ty – oznajmił bez zawahania i po chwili ich usta złączyły się w niezwykle czułym pocałunku.
Lydia Land of Grafic