piątek, 11 sierpnia 2017

5000!!!

   Światła! Kamera! Akcja!
   – Witam wszystkich bardzo serdecznie. Dzisiaj ja, wspaniała i niepowtarzalna TaNi, przeprowadzę wywiad z autorką, której chyba nie muszę wam przedstawiać. Oto przed państwem – Jennifer!
   – O matko, ile się tu ludzi zebrało…
   – I wszyscy są tu specjalnie dla ciebie!
   – Chciało im się tu przychodzić? Naprawdę?
   – Masz co do tego wątpliwości? – pytam, zerkając w stronę publiczności.
   – Zaczynam podejrzewać, że kto im zapłacił za przyjście.
   Kto jej to wygadał?!, padło nagle.
   Słychać cię idioto!, wszyscy usłyszeli zaraz potem.
   – Może zignorujmy głosy zza kulis i na spokojnie porozmawiajmy – stwierdzam swobodnie.
   – Dobrze – dostaję w odpowiedzi i przechodzę do meritum.
   – Zadam ci kilka pytań i chciałabym, abyś szczerze na nie odpowiedziała. Fani będą za to wdzięczni.
   – Nadal nie wierzę, że oni chcą o mnie cokolwiek wiedzieć.
   – Jak widzisz, to prawda. Nie przedłużając, oto pierwsze pytanie. Który tom Harry'ego Pottera najbardziej Ci się podobał i dlaczego?
   – To dopiero pierwsze pytanie, a ja już mam trudność, aby na nie odpowiedzieć.
   Uśmiecham się szeroko.
   – Dlaczego?
   – Nie potrafię tego stwierdzić. W każdym tomie było coś co mi się podobało i nie podobało. Tak więc mogę śmiało stwierdzić, że takiego ulubieńca nie posiadam.
   – Świetnie! W takim razie następne pytanie. Jaki jest twój ulubiony kolor?
   – Niebieski. I dziwnym zbiegiem okoliczności należę do Ravenclawu.
   – Mówisz tak, jakby to, co piszesz było prawdziwe, a nie tylko fikcją.
   – To zależy jak patrzysz na świat. Być może to fikcja, a może pamiętnik mojego życia.
   – Bardzo to głębokie… – przyznaję znowu zerkając na publiczność i widzę, że podzielają moje zdanie.
   – Tak, jak brodzik.
   – Nie psuj mi tej chwili! – krzyczę, udając oburzoną. – Lecimy dalej. Jaka jest twoja ulubioną postać z HP i dlaczego?
   – Luna, ponieważ jest indywidualistką, jak ja.
   – Jaka jest twoja szczęśliwa liczba?
   – 21.
   – Dlaczego akurat ta?
   – Jest to przysłowiowe „oczko”. Poza tym to też dzień moich urodzin.
   – Co daje ci "kopa" do pisania?
   – Terminy… nie no serio to czytelnicy. To dzięki nim mam chęć do pisania.
   – Czy któraś z twoich postaci jest wzorowana na kimś kogo znasz?
   – Tak. Obecnie jakieś ¾ postaci ma swój pierwowzór w ludziach, których znam.
   – Od ilu lat piszesz? Zamierzasz kiedyś coś wydać?
   – Piszę od 2013r. A co do wydawania to są takie plany. Być może nawet są to bliższe plany.
   – Jakbyś opisała siebie w trzech słowach?
   – Ja jestem Jenn.
   – Co się dla ciebie najbardziej liczy w przyjaźni?
   – Szczerość i wytrwałość. To taki mój mały przepis na udaną przyjaźń. Trzeba być zawsze szczerym i wytrwałym, szczególnie jeśli twoją przyjaciółką jest Katniss, z którą przy każdej możliwej okazji się kłócę, aby po godzinie znów normalnie rozmawiać.
   – Czy jest jakaś tematyka w książkach, której nie trawisz?
   – Romans. Fakt faktem mam w swojej biblioteczce trzy serie, gdzie głównym wątkiem jest romans, ale świat w nich został tak wykreowany, że nie odczuwa się specjalnie tego.
   – Jakie sporty uprawiasz/uprawiałaś?
   – Kiedyś trenowałam siatkówkę, a hobbystycznie jeżdżę na łyżwach, lubię też pływać, choć tej umiejętności nauczyłam się stosunkowo późno.
   – Lubisz śpiewać?
   – Tak. Dobrze chociaż, że lubienie nie równa się potrafieniu. Tu zdania są podzielone.
   – Masz jakieś zwyczaje, gdy piszesz? Na przykład słuchasz muzyki albo jesz coś w między czasie?
   – To zależy od mojego nastroju, czasami piszę bez niczego, czasami muszę posłuchać jakiejś muzyki dla odpowiedniego klimatu.
   – Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?
   – Głównie Pop Rock.
   – Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
   – A żeby to tylko jedną.
   – Swój pomysł najpierw przelewasz na kartkę papieru, czy najpierw do dokumentu tekstowego?
   – Wszystko pakuję od razu do Worda… Żebyście widzieli ile ja mam osobnych scen napisanych.
   – Nie pogubiłaś się?
   – A czy to raz…
   Wiem, że mówi prawdę. Też w tym siedzę…
   – Jaki przedmiot nauczany w Hogwarcie najbardziej cię fascynuje?
   – Wszystkie. Ale chyba najbardziej Obrona przed Czarną Magią.
   – Noc czy ranek?
   – Jestem raczej nocnym stworzonkiem, tak więc noc.
   – Biały czy czarny?
   – Czarny.
   – Masz ulubione zaklęcie z HP? Jakie i dlaczego?
   – Myślę, że jest to zaklęcie Patronusa ponieważ jest w nim nutka tajemniczości. Nie jest wiadome jaką postać przybierze i czy w ogóle jakąś będzie posiadał, a żeby zaklęcie zadziałało trzeba wydobyć z siebie najweselsze wspomnienie jakie się posiada, a dzięki temu można poznać samego siebie.
   – Jak masz na imię?
   – Jennifer.
   Śmieję się na głos i prostuję, o co mi chodzi.
   – Raczej chodzi o to prawdziwe.
   – Cóż, może kiedyś wam je zdradzę.
   – Złośliwiec.
   – Skądże znowu.
   Razem wybuchamy śmiechem, a publiczność idzie w nasze ślady.
   – Skąd czerpiesz inspiracje?
   – Szczerze? Sama nie wiem, możliwe, że to dlatego, że widzę świat oczyma wyobraźni, widzę wszystko wokół mnie w innych barwach niż wszyscy ludzie. Czasami mam wrażenie, że jestem częścią świata, który sama wykreowałam, który w ogóle nie istnieje.
   – Co najczęściej pijesz? – unoszę znacząco brwi.
   Jak to, co? Alkohol oczywiście!, słyszymy znowu, a nasza Jennifer mimowolnie się uśmiecha.
   – To zależne od sytuacji – odpowiada w końcu, z pozornym spokojem.
   – Ile masz książek?
   – Dużo. Mam wrażenie, że z każdą sekundą ich liczba rośnie.
   – Gdzie zamierzasz spędzić wakacje?
   – Tegoroczne wakacje spędziłam w Paryżu.
   – Poznałaś jakiegoś przystojnego Francuza?
   – Kilku się oglądało, ale żaden nie był w moim typie.
   Na szczęście, wychwytuję pomruk w widowni i widzę wyraz ulgi na jego twarzy. Uśmiecham się i wracam do Jenn.
   – Jakie są Twoje plany na dalsze miłosne losy bohaterów? Czy możemy liczyć na coś więcej?
   – Pewnym jest, że będzie kilka większych wątków miłosnych oraz wiele pobocznych wątków, więc na pewno coś dla każdego się znajdzie.
   – Czy planujesz przedstawić losy bohaterów po ukończeni edukacji? Jeśli tak to w jakich zawodach się odnajdą i czy będą dalej razem?
   – Tak, akcja będzie się działa jeszcze długo po zakończeniu edukacji. Co do karier, to nie chcę zdradzać, kto i gdzie będzie pracował, ale pewnym jest, że postacie odnajdą się jako uzdrowiciele, aurorzy, gracze Quidditcha, bankierzy, a ktoś może nawet pokusi się o pracę w ministerstwie.
   – Lubisz kebaby? I dlaczego na cienkim? – zręcznie zmieniam temat.
   – Lubię, ale najczęściej jadam je w bułce.
   – Planujesz związać swoje życie z pisaniem czy raczej będziesz traktować to jako hobby?
   – To dość ciężkie pytanie. Wiele osób chciałoby, aby hobby było pracą, jednak jest w wielu przypadkach twardy orzech do zgryzienia. Szczególnie z pisarstwem, gdzie wielcy pisarze często są gonieni przez terminy bo czytelnicy chcą aby jak najszybciej została wydana kolejna książka. W moim przypadku to będzie zależeć głównie od szczęścia i chęci kontynuowania pisania.
   – Co zainspirowało cię do napisania tej historii?
   – Chciałam stworzyć historię inną niż wszystkie i myślę, że mi się to udało.
   – Opowieść ta jest tylko i wyłącznie twoją wyobraźnią czy ma ona jakąś inną inspiracje?
   – Na pewno zainspirowała mnie J.K. Rowling, bo bez niej nie powstałby świat Harry’ego Pottera. Wykreowana przez nią historia jest bazą mojego opowiadania, ale postacie i fabuła są w 100% moją wyobraźnią.
   – Czy główne bohaterki/bohaterowie mają swoje pierwowzory w Twoim realnym życiu? Chwila, takie pytanie już było. Następne… Kiedy kolejna notka?
   – Jak napiszę, to będzie.
   – W skali od 1-10, jak przez te wszystkie lata ocenisz swój postęp w pisaniu?
   – 8. Wiem, że nie piszę idealnie, ale również nie tak źle jak na początku.
   – Co najbardziej Twoim zdaniem poprawiło się w Twoich tekstach?
   – Na pewno bardziej rozbudowuję fabułę i rozwijam postaci. Staram się nie trzymać utartych schematów dlatego myślę, że jakbym zestawiła ze sobą postacie z pierwszej wersji oraz tych z nowej to sami by siebie nie poznali. Pewnym jest również to, że bardziej przykładam się do tego, aby w późniejszych korektach zdanie było jak najmniej poprawiane, co też często nie wychodzi tak jakbym tego chciała.
   – Ostatnio korekta to prawie same przecinki, spokojnie – puszczam jej oczko. – A poza tym… Wiesz, że super piszesz?
   – Tego nie wiedziałam. Miło, że ktoś tak uważa.
   – Dziękuję, że zechciałaś odpowiedzieć na te parę pytań.
   – Parę… – wywraca oczami. – Ja również dziękuję i mam nadzieję, że nie nikogo nie zanudziłam.
   – Miejmy nadzieję, że nie. Chciałabyś coś jeszcze powiedzieć swoim czytelnikom?
   – Owszem, chciałabym. Dziękuję wam bardzo za te 5000 wyświetleń, wiem, że notki nie pojawiają się tak często jak tego chcecie, ale myślę, że wynagradzam wam to długością rozdziałów. Chcę was zaprosić do nowopowstałej zakładki Ciekawostki, gdzie wraz z rozwojem fabuły będą ujawniane nowe informacje o waszych ulubionych postaciach. Ciągle zachęcam was do zostawiania swoich teorii oraz pytań, jeśli macie wątpliwości co do jakiegoś fragmentu rozdziału, w zakładce Pytania/rozkminy. Wraz z ciągle rozwijającą się fabułą, będą pojawiać się nowe postacie, które mam nadzieję, że pokochacie tak jak obecne. Mogę wam zagwarantować, że będzie wiele zwrotów akcji. Zapraszam  również na fanpage, gdzie będą niepublikowane dotąd fakty oraz wiele innych ciekawostek. I cóż mi pozostało jeszcze rzec. Do zobaczenia przy następnej notce!
   Cięcie! Świetnie, mamy to!
   – I jak wrażenia po wywiadzie?
   – Ludzie mieli niezłą fantazję wymyślając te pytania…
   – Większą niż my?
   – Nie. Nas nic nie przebije.
   – To jakie plany na teraz?
   – Teraz? Ja, ty i reszta ekipy idziemy się wyszaleć!
   – Jestem za! To co planujesz w rozdziale 7?
   – Na pewno będzie…
   UPS! TEGO NIE MOŻEMY WAM ZDRADZIĆ!

piątek, 7 lipca 2017

Nowe wyzwania

Na samym początku chciałabym bardzo podziękować tym, którzy mi pomagali przy tworzeniu tej notki. Bez was nie powstałaby tak szybko. Uwielbiam was ^^
PS. Nadal możecie zadawać pytania w zakładce "Pytania/Rozkminy".

Pozdrawiam,
Jenn ♥

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   W jednym z ciemnych pomieszczeń strumyk światła padał na twarz jednej z tajemniczych postaci.
   – Wszystko musi pójść zgodnie z planem – padło polecenie. – Szef potrzebuje silnych czarodziei, a w tej szkole jest kilka perełek, więc radzę wam, aby nie dowiedział się, że coś poszło nie po jego myśli.
   – Skąd miałby się o tym dowiedzieć? – zapytał ktoś inny.
   – Nie znasz go. Równie dobrze może już wiedzieć, co zrobiliśmy, a czego nie.
   – Spójrzcie tylko, kto się zjawił. Mam nadzieję, że zadanie zostało wykonane?
   – Oczywiście. Czemu miałoby być inaczej? – odpowiedziano z kpiną.
   – Świetnie. Teraz wystarczy go odpowiednio przygotować na to, że zasili szeregi Kruków.
   – Dlaczego akurat on? Dlaczego teraz?
   – Łatwo manipulować kimś zakochanym, zwłaszcza jeżeli nie może związać się z tą wyjątkową osobą.
   – To tylko kwestia czasu…
   – Zobaczymy. Idźcie już i róbcie to, co do was należy.

   – Dzień dobry – Brynn przywitał się swobodnie i cmoknął Jennifer w policzek.
   Zaraz potem zajął miejsce obok niej.
   – Czy ty, aby nie przesadzasz? – szepnęła mu na ucho.
   – Jenn, przestań… Wczoraj nie miałaś nic przeciwko pocałunkowi w usta, a teraz rumienisz się, kiedy całuję cię w policzek? Wprawiłem cię w zakłopotanie?
   Rudowłosa lekko się zarumieniła. Nie wiedziała, co sądzić o zaistniałej sytuacji, ani jak się zachować… W końcu chyba po raz pierwszy w swoim życiu doświadczyła jakichś romantycznych uniesień. Choć nie była pewna, czy to wszystko można określić właśnie w ten sposób. Do niedawna Brynn był tylko i wyłącznie jej kolegą z tego samego domu i nie marnowała czasu na myślenie o tym, czy kiedyś coś między nimi zaiskrzy. Kiedy patrzyła na to z dystansem, dochodziła do wniosku, że nigdy nie zajmowała sobie głowy romantycznymi relacjami i chyba taki układ był dla niej najłatwiejszy. Nie miała pojęcia, jak potoczy się ta relacja w najbliższej przyszłości i właśnie to spędzało jej sen z powiek.
   – Po prostu nie wykonuj takich gestów zbyt ostentacyjnie – pouczyła go i wróciła do tego, co miała na talerzu.
   Tymczasem siedzący nieopodal Aaron przyglądał się całemu zajściu i wykorzystywał ostatki cierpliwości, aby nie wybuchnąć z przepełniającej go zazdrości.
   – Cholerny Brynn – zaklął pod nosem, tak, aby nikt inny nie mógł go usłyszeć.
   Na jego nieszczęście Josh Weber jak zwykle zdołał wychwycić nawet najcichszy szept.
   – Co tym razem? – zapytał, wywracając oczami, ale po chwili nie potrzebował już żadnej odpowiedzi. – Za późno bracie. Ona już znalazła swojego księcia…
   – Kto znalazł swojego księcia? – zapytała Katniss, która pojawiła się dosłownie znikąd.
   Josh wskazał ręką na Jennifer i w tym samym momencie zauważył iskierkę w oczach swojej dziewczyny.
   – Kat, co ty kombinujesz?  
   – Nic wielkiego – przyznała i chwyciła go za rękę – Chodź, przywitamy się.
   Nie protestował. Po chwili stali już obok droczącej się ze sobą pary.
   – Dzień dobry, gołąbeczki – szatynka zagadnęła z uśmiechem, a rudowłosa zmierzyła ją zabójczym spojrzeniem.
   – Dzień dobry – Brynn odpowiedział spokojnie, zupełnie nie zdając sobie sprawy z panującego wokół niego napięcia.
   – Widzę, że randka zakończyła się sukcesem.
   – Wszyscy już wiedzą? – czarodziej lekko się zdziwił.
   Tymczasem Josh ukradkiem spojrzał w stronę Aarona.
   – Tak, wszyscy – przyznał.
   – Nie sądziłem, że aż tak się to rozniesie
   – Coś ci wytłumaczę, mój drogi nieświadomy przyjacielu. Jeśli całujesz dziewczynę w przy wszystkich w Wielkiej Sali, to wiadome, że to zauważą.
   – Josh! –   Jennifer skarciła przyjaciela.
   – Wybacz kochana, ale on ma rację – odparła szatynka. – Jeśli chcieliście utrzymać swój związek w tajemnicy, wystarczyło zachowywać się jak zwykle.
   – Chodź Brynn, zostawmy ich.

   Niedzielny poranek, mimo kilku zaskoczonych uczniów, mijał spokojnie.   Większość osób wciąż przebywało w Wielkiej Sali, przez co na dziedzińcu nie było tłumów.
   – Naprawdę nie sądziłem, że aż tak się to rozniesie – westchnął Brynn.
   – W pewnym sensie to było do przewidzenia. Pamiętasz jak wszyscy zareagowali na wieść o Kat i Joshu?
   – W jego przypadku to faktycznie było zaskoczenie – niespodziewanie chwycił Jenn za rękę. – Ale my to inna historia.
   – Masz rację – rudowłosa uśmiechnęła się lekko.
   – Kogo moje piękne oczy widzą… Dwoje zakochanych kujonków.
   – Czego tu chcesz Concordia? Nie mógłbyś wejść pod jakiś kamień i tam zdechnąć? – Brynn spytał z irytacją.
   – Doprawdy Gorawen, myślałem, że masz lepszy gust – Nathan podszedł do Jenn i wymusił na niej pocałunek zanim zdążyła jakkolwiek zareagować.
Dziewczyna w momencie zamieniła się w słup soli.
– Muszę przyznać, że jak na szlamę, całujesz całkiem nieźle – przyznał z satysfakcją.
      Nim się spostrzegł leżał na ziemi z krwawiącym nosem.
   – Tylko spróbuj ją tknąć jeszcze raz, a możesz być pewny, że na tym się nie skończy.
   – Pożałujesz tego – wyszeptał ze złością, chwiejnie wstając.
   – Zaraz ty możesz pożałować tego, że tu przyszedłeś – Josh wyrósł za Ślizgonem jakby spod ziemi.
   – Widzę, że przybyła twoja świta – powiedział z kpiną. – Szkoda, że w twoim przypadku „odwaga” nie idzie w parze z inteligencją. Na szczęście u mnie nie ma z tym problemu. Żegnam, łamagi.
Po wypowiedzianych słowach odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
   – No Brynn, nie spodziewałem się tego po tobie. Nieźle go urządziłeś.
   – Dzięki? – odpowiedział zmieszany i podszedł do Jennifer. – Wszystko w porządku? – zapytał.
   Nie była w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Jak ten paskudny jaszczur mógł jej to zrobić? Miała ochotę odciąć mu język i wepchnąć mu go do gardła, żeby się nim udławił.
   – Myślisz, że to tylko chwilowe? – Brynn zagadnął Josha i obaj spojrzeli na czarownicę.
   – Może spróbuj ją pocałować – zaproponował. – Książę całuje księżniczkę, żeby ściągnąć z niej zły czar.
   – To nie jest zabawne…
   – Ok, to może ja ją pocałuję?
   – Josh!
   – No co? – śmiał się. – Skoro ty nie chcesz…
   – Idioci… – Jennifer powiedziała nagle, odzyskując zdolność mowy. – Skończyliście już wymyślać swoje beznadziejne porady?
   – Przepraszam – Brynn odpowiedział zmieszany, a Josh wybuchnął śmiechem.
   – Skoro księżniczka jest już odczarowana, wrócę do siebie i zostawię was samych – oznajmił entuzjastycznie i puścił oczko do Jenn, która na odchodne zmierzyła go zabójczym spojrzeniem.

   Aaron siedział na swoim łóżku, trzymając w ręce zapisaną kartkę. Zaintrygowany uważnie śledził treść listu. Nawet nie zauważył, kiedy do dormitorium wszedł jego przyjaciel.
   – Stary, szkoda, że nie widziałeś jak Gorawen przywalił Concordii. Nie sądziłem, że on potrafi się bić.
   – Hmm..
   – Widzę, że twój entuzjazm osiągnął właśnie dno.
   – Mówiłeś coś? – zapytał, w dalszym ciągu nie odrywając wzroku od tekstu.
   – Co spowodowało, że straciłeś zdolność mowy?
   Chłopak bez słowa podał mu list.
   Josh z każdym kolejnym słowem dziwił się coraz bardziej. Wiedział, co kiedyś łączyło tę dwójkę i obawiał się, że Arlene nie zrozumie, jak działa ta relacja. Dla jej dobra wolał trzymać język za zębami.
   – Widzę, że zażyłość nie minęła. Dalej mówi do ciebie cariño?
   – Błagam, nie komentuj…
   – Uwielbiam jak się przede mną płaszczysz, jednak w tej sytuacji martwię się, że znowu stracisz głowę.
   – Dobrze wiesz, że to jej sposób bycia   – zauważył.
   – Powiedz to Arlene… Jak ją określisz? „Tylko przyjaciółka”? Aaron, daruj sobie…   – westchnął. – Wiem, że postrzegacie to na swój własny sposób, ale nie każdy to rozumie.
   – Musisz drążyć temat?
   – Nie muszę, ale to niezła zabawa – uśmiechnął się szeroko. – Chyba się pójdę zdrzemnąć. Przede mną długa noc.

   – Nie ruszaj się – Arlene powiedziała stanowczo, kiedy Aaron po raz kolejny podrapał się po głowie.
   – Długo jeszcze? – zapytał, mając nadzieję, że nie będzie musiał długo czekać i siedzieć w bezruchu przez najbliższe pół godziny.
   – Prawie skończyłam – skłamała.
   Nie wiedział, jakim cudem znowu zgodził się na zostanie modelem. Nienawidził pozować do zdjęć, a tym bardziej do rysunków. Zwłaszcza, że Arlene lubiła dbać o każdy szczegół i często robiła poprawki, nawet jeżeli według niego były niepotrzebne.
   Wszystko zaczęło się dosyć niepozornie. Zaraz po śniadaniu Arlene powiedziała mu, że chce przyjść do jego pokoju i zapytała, czy nie ma nic przeciwko temu. Rzecz jasna zgodził się prawie od razu. Po ostatniej kłótni, a właściwie nieporozumieniu, nie potrafił nawiązać z nią dobrego kontaktu. Racja, rozmawiali ze sobą, ale wyczuwał między nimi pewien dystans, którego w żaden sposób nie umiał pokonać. Kiedy w końcu do niego przyszła, zauważył, że trzyma w ręce swój szkicownik.
   – Ostatni raz – obiecała.
   Wywrócił oczami. I tak niemiał co robić, a poza tym wiedział, że nie wolno odmawiać własnej dziewczynie.
   Minęło już półtorej godziny, a on wciąż siedział w ustalonej przez nią pozycji i nie mógł się ruszyć nawet o centymetr.
   – Głowa lekko w lewo. Ruszyłeś się – wytknęła mu.
   Miał dość.
   Gwałtownie podniósł się z krzesła, na którym siedział i wspiął się na łóżko, na którym aktualnie znajdowała się Arlene. Chwycił ją za kostki i pociągnął w swoją stronę. Chwilę później była już pod nim. Zdziwiona i zdezorientowana.
   – Wystarczy – powiedział, dając jej do zrozumienia, że nie potrafi dłużej wytrzymać.
   – Przecież jeszcze nie skończyłam…
   – Dokończysz innym razem – oznajmił. – A teraz pozwól, że to ja zaczerpnę trochę przyjemności – dodał zaraz potem i delikatnie ją pocałował.
   – Przeszkadzam? – usłyszeli nagle i odwrócili wzrok w stronę drzwi.
   Leon Olson. Jak zwykle fenomenalne wyczucie czasu…
   – Właśnie wychodziłam – Arlene wzięła do ręki swój szkicownik i wydostała się spod czarodzieja.
   Po chwili zniknęła za drzwiami.
   – Musiałeś? – Aaron spojrzał na przyjaciela i zapytał z pretensją.
   – Zamierzaliście zignorować fakt, że Josh jest w pokoju?
   Czarodziej spojrzał na chłopaka śpiącego na łóżku obok i westchnął z rezygnacją.
   – Przyszedłeś po coś konkretnego?
   – Chciałem porozmawiać z Joshem, ale widzę, że musze poczekać – rzucił z uśmiechem i usiadł na krześle, na którym wcześniej siedział Aaron. – Po tym, co zobaczyłem, wnioskuję, że już puściła w niepamięć incydent z pikniku? Słyszałem, że nieźle się wkurzyła.
   – Mniej więcej… Obawiam się, że gdyby zobaczyła list, znowu wszczęłaby kłótnię o nic – wywrócił oczami.
   – List? – blondyn lekko się zdziwił.
   Czarodziej podał mu zapisaną kartkę.
   – Mnie nie wysyła takich listów…
   – Widujesz się z nią częściej – przyznał. – A ja nie widziałem jej od… Od bardzo dawna.
   – Stęskniony? – próbował go podpuścić.
   Aaron uśmiechnął się sam do siebie. Oczywiście, że tak. Ale przecież nie przyzna tego na głos.
   – Zawołam cię kiedy Josh się obudzi – odpowiedział wymijająco.
   Kąciki ust chłopaka podjechały lekko do góry.
   – Ok, już ci nie przeszkadzam.
   Po wypowiedzianych słowach wyszedł z pokoju.
   – Zamierzasz jej odpisać? – Aaron usłyszał nagle i spojrzał na Josha.
   – Myślałem, że śpisz.
   – Spałem. Obudziła mnie wasza rozmowa – przyznał. – Więc?
   – Z niecierpliwością czeka na moją odpowiedź. Tak przynajmniej napisała.
   – Uważaj, jeszcze wpakujesz się w jakieś bagno…
   – Spokojnie, wiem, co robię.
   – Już ja znam te twoje „wiem, co robię”…

*proszę o włączenie piosenki nr 4*

   W dormitorium dziewczyn było wyjątkowo cicho. Katniss siedziała na podłodze, czytając jakieś pisemko, a Jennifer odrabiała zadania na następny dzień. Resztę dziewczyn wywiało z pokoju kilka godzin wcześniej.
   – Kat, słyszysz to? – spytała po chwili Jennifer
   – Co mam słyszeć? – szatynka nawet nie podniosła wzroku znad artykułu.
   – Muzykę. Ktoś gra na fortepianie.
   – Ja tam nic nie słyszę – przyznała.
   – Kupię ci na gwiazdkę aparat słuchowy…
   – Fajnie – ucieszyła się. – A co to jest?
   – Przekonasz się, jak ci go podaruję – rudowłosa wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
   – Gdzie  idziesz?
   – Sprawdzić, czy nie zwariowałam.
   – To wiem już od dawna, wystarczyło zapytać – Katniss uśmiechnęła się szeroko.
   – Jak zawsze pomocna...

   Błądząc po ciemnych korytarzach zamku, Jennifer zaczynała się zastanawiać, czy to aby nie był tylko omam słuchowy.
   – Na pewno mi się zdawało. No bo kto w środku nocy grałby na fortepianie? – w mroku było słychać wyłącznie echo i kroki dziewczyny. – Świetnie. Zaczynam mówić do siebie.
   Po chwili rozbrzmiał dźwięk wspomnianego instrumentu. Wsłuchując się w melodię, dziewczyna dotarła pod pięknie zdobione drzwi.
   Niepewnie je otworzyła.
   Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to ogromny czarny fortepian. Jego lśniący lakier odbijał światło świec stojących w złotym świeczniku o trzech ramionach. Każda ze świec powoli uwalniała delikatny zapach bzu. Z sufitu leniwie zwisały kryształowe żyrandole, w tej chwili ciemne, lecz odbijające blask ciepłej czerwieni świecy. Delikatnie poruszający się płomień sprawiał, że na kremowej ścianie odbywał się taniec świateł i cieni. Na ścianach, tuż pod sufitem, ciągnęły się ciemne, drewniane rzeźby przedstawiające majestatyczne winorośle, a sam sufit znajdował się wysoko nad głową, więc gdy się na niego patrzyło, zdawało się, jakby w ogóle go tam nie było. Podłoga pokryta była panelami w kolorze ciemnego orzecha, przeplatana jaśniejszymi i ciemniejszymi odcieniami, jakby poruszana delikatnym wiatrem.
   Kątem oka dziewczyna zauważyła ruch przy fortepianie. Gdy przyjrzała się dokładnie, dostrzegła Aarona grającego na instrumencie. Jego smukłe palce płynnie poruszały się po klawiszach, dzięki czemu do jej uszu dobiegała delikatna melodia.
   – Co tutaj robisz? – zapytała.
   – Nie widzisz? Gram.
   – Nie sądziłam, że potrafisz grać.
   – Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz – przyznał.
   – Najwidoczniej.
   – Zatańczysz ze mną?
   – Teraz? – zdziwiła się. – Przecież przestaniesz wtedy grać.
   – A od czego jest magia?
   Aaron podszedł do Jenn, ukłonił się przed nią i ujął delikatnie jej dłoń, odchodząc kilka metrów od fortepianu. Położył rękę na talii dziewczyny.
   – Mam nadzieję, że się nie zawstydzisz?
   – To zależy, jak dobrym jesteś tancerzem.
   Gdy ponownie rozbrzmiała muzyka, Aaron i Jennifer rozpoczęli swój taniec. Delikatne obroty wprawiały parę w zachwyt. Nikt nie sądził, że tak idealnie się ze sobą zgrają. Byli jak jedna dusza w dwóch ciałach, niecierpliwa, aby się ze sobą połączyć.
   – Dobrze tańczysz.
   – To wyłącznie zasługa partnerki.
   – Czyżby? – zachichotała.
   Aaron zakręcił nią kilkukrotnie i przyciągnął do siebie. Czuł się niezwykle pewnie w swoich ruchach i nie przeszkadzała mu nieustanna bliskość ciała Jennifer. Wręcz przeciwnie. Z Każdą kolejną nutą wygrywaną na fortepianie jeszcze bardziej zatracał się w tańcu i zapominał o wszystkim, co go otaczało. Nie liczyło się nic poza nimi. Tylko ona i on – sami w pustej sali.
   – Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć?
   – Kiedyś chciałem zaimponować jednej dziewczynie.
   – Udało się? – zapytała z uśmiechem.
   Zakręcił nią znowu, tym razem bardziej energicznie niż poprzednio. Roześmiała się na głos, kiedy objął ją w talii i posłał jej pełne pożądania spojrzenie. Wiedziała, że chciał jej zaimponować i musiała przyznać, że szło mu całkiem nieźle. Widziała go w zupełnie nowym świetle i wcale nie była rozczarowana.  Chciała, aby ten taniec trwał wiecznie i dawała głowę, że Aaron myślał dokładnie o tym samym.
   Czarodziej spojrzał w niebieskie oczy dziewczyny i delikatnie się do niej zbliżył.
   – Mogę? – zapytał cicho, zerkając na jej lekko rozchylone usta.
   – A co z Arlene?
   – Zapomnijmy o niej.
   – To twoja dziewczyna…
   – Teraz liczysz się tylko ty – oznajmił bez zawahania i po chwili ich usta złączyły się w niezwykle czułym pocałunku.

niedziela, 22 stycznia 2017

Mecz, rozterki i nie tylko…

Na początku chciałam was zachęcić do odwiedzenia zakładki "Pytania/Rozkminy" gdzie możecie zadawać mi pytania dotyczące opowiadania lub własne teorie dotyczące jakiegoś wątku :)

Pozdrawiam,
Jenn ♥

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Tego dnia miał się odbyć pierwszy w tym roku mecz Quidditcha.  Naprzeciw siebie wzlecą drużyny Ravenclawu oraz Slytherinu. Od samego rana wszyscy zawodnicy chodzili poddenerwowani, chociaż jedna osoba wydawała się bardziej zdenerwowana niż reszty – Katniss Connors, szukająca Krukonów.
   – Jenn! – szatynka krzyknęła nagle.
   – Co znowu zgubiłaś?
   – Chyba nic… – odpowiedziała, nie za bardzo wiedząc, co się z nią dzieje.
   – Chyba? – Jennifer próbowała się upewnić i spojrzała podejrzliwie w stronę przyjaciółki.
   – No… boję się – przyznała ostatecznie.
   – Nie masz czego.
   – Łatwo ci mówić! – oburzyła się. – To nie na tobie spoczywa odpowiedzialność za wygraną.
   – Jakby nie patrzeć , ścigający również mają co nie co do powiedzenia.
   – Nie znasz się – czarownica rzuciła na odczepne.
   – Dobrze się czujesz? – Jennifer spojrzała na Katniss grzebiącą widelcem w jajecznicy i położyła rękę na jej ramieniu.
   Szatynka przeciągle westchnęła. Więc coś na pewno było nie w porządku…
   – Nie mogę nic przełknąć – poskarżyła się. – To chyba z nerwów.
   No tak. Niedługo po śniadaniu miał odbyć się mecz Quidditcha i Katniss grała w nim dosyć istotną rolę. Rudowłosa nie wiedziała, jak pocieszyć przyjaciółkę. Nie chciała używać typowego „będzie dobrze”, bo wydawało jej się, że to tylko sztuczny zwrot bez żadnej mocy sprawczej.   
    Kiedy już traciła nadzieję i przede wszystkim wszelkie pomysły, kątem oka zobaczyła kogoś, kto mógł jej pomóc. Czarownica klepnęła go w ramię i porozumiewawczym wzrokiem dała do zrozumienia, że potrzebuje wsparcia. Nie musiała długo czekać.
   – Pani pozwoli… – Josh ujął dłoń Katniss i zaprowadził ją do swojego stołu. Zaraz potem usadowił ją na swoich kolanach.
   – Nie traktuj mnie jak dziecko! – oburzyła się.
   – Zachowujesz się jak dziecko, więc tak będę cię traktował – oznajmił jak najbardziej poważnie i nakłuł na widelec kawałek naleśnika. – A teraz otwieraj buzię.
   Aaron i Leon zaczęli cicho chichotać, ale spojrzenie, które posłał im Josh skuteczne ich uciszyło.
   – Przeżuj. Nie chcę żebyś się udławiła…
   – Josh!
   – Nie marudź tylko wcinaj. No już – z tymi słowami podał jej kolejny kawałek. – Zuch dziewczyna!
   – Jesteś okropny – wymamrotała.
   – Mama nie uczyła cię, że nie wolno mówić z pełną buzią? Katniss, ile ty masz lat? – droczył się z nią.
   – Może jeszcze dasz jej śliniaczek i będziesz się bawił w „leci miotełka”? – Aaron zapytał rozbawiony i zaraz potem razem z Leonem wybuchnęli salwą śmiechu.
   Czarodziej starał się być opanowany i skupić swoją uwagę wyłącznie na Katniss, ale jego przyjaciele skutecznie mu to uniemożliwiali. Cały czas dogadywali lub szeptali coś między sobą, patrząc w ich stronę. Każda cierpliwość miała swoje granice.
   – Daruj sobie, Drauffen – chłopak niemalże syknął.
   Właśnie w tym momencie do rozmowy włączyła się Arlene.
   – Josh, on ma rację. Traktujesz Katniss jak małą dziewczynkę, która nie potrafi trzymać noża i widelca.
   – Co nie zmienia faktu, że dzięki temu zjadła śniadanie – zauważył, zadowolony z siebie i przeniósł wzrok na wycierającą kąciki ust szatynkę. – Teraz, kiedy masz już pełny żołądek, powiedz mi, co się dzieje.
   Czarownica oparła głowę na jego piersi i jeszcze raz przeciągle westchnęła.
   – Katniss…?
   – Martwię się, że nie wygramy meczu – wydukała w końcu.
   – I to wszystko?
   Czy to wszystko?! Jak on śmiał?! Od rana nie mogła skupić swoich myśli na niczym innym, trzęsły jej się ręce, bała się, że zawiedzie jako zawodnik drużyny, a on tak ją podsumował? Co za tupet!
   – Czy ty uważasz, że to jakaś cholerna drobnostka?! – krzyknęła. – To nie jest zabawa tylko poważny mecz! Zastanów się zanim coś powiesz!
   Czarodziej delikatnie się uśmiechnął.
   – Przesadziłaś.
   Zaraz po wypowiedzianych słowach podniósł się do pozycji stojącej, przerzucił Katniss przez swoje lewe ramię i bezceremonialnie wyszedł z nią z Sali, wprawiając wszystkich w osłupienie.
   – Zasłużyłaś na porządnego klapsa w tyłek, moja droga – oznajmił, kiedy wreszcie postawił ją na ziemię.
   Katniss momentalnie zaczerwieniła się po korzonki włosów.
   – Ja przesadziłam?! To ty bagatelizujesz problem!
   – Dwie sprawy. Pierwsza: przestań krzyczeć. Druga: nie masz racji.
   Pan Weber i jego cholerna pewność siebie… Doprowadzał ją do szału. Najpierw traktował ją jak dziecko, a teraz uniemożliwił drogę ucieczki i zachowywał się jak wszechwiedzący pan i władca…
   Czarownica wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze z płuc, a Josh, ku jej zdziwieniu, delikatnie się uśmiechnął.
   – Tak lepiej – podsumował i położył dłonie na jej ramionach. – Posłuchaj mnie: to nie jest twój pierwszy mecz w tej drużynie. Jesteś doświadczonym zawodnikiem i wiesz, co powinnaś zrobić, kiedy szala przechyla się na korzyść rywali. Jesteś mądra, piękna i zawsze zarażasz wszystkich swoim uśmiechem. Nie pozwolę, żeby jeden głupi mecz to popsuł. Jeżeli będziesz nastawiona negatywnie, nie zdziałasz nic dobrego. Więc teraz wyobraź sobie, że masz w sobie mnóstwo pozytywnej energii i na pewno wygracie mecz – ucałował ją w czoło, a na jego usta znowu wkradł się uśmiech. – Zaufaj mi, to działa.
   Katniss poczuła się jak idiotka. Pochopnie go oskarżyła, a on tylko próbował ją rozbawić i uświadomić jej, że nie powinna przejmować się wynikiem meczu, bo to tylko pogorszy sprawę. Była głupia… Ale przynajmniej miała przy sobie kogoś, kto wierzył w nią od samego początku.
   – Dziękuję – powiedziała cicho, a czarodziej skradł jej szybkiego całusa.
   – Nie masz za co dziękować. Tylko rozjaśniłem ci coś, o czym wiedziałaś już od dawna. Nic wielkiego – wzruszył ramionami.
   – Powinniśmy wrócić na salę? – zapytała niepewnie po chwili ciszy.
   Weber udał zastanowienie.
   – Nie. Zjadłaś śniadanie, więc nic tam po nas – przyznał. – Zabieram cię do mojego pokoju i dopilnuję żebyś zrelaksowała się przed meczem. Co  powiesz na masaż? – zapytał entuzjastycznie.
   Katniss lekko się roześmiała.
   – Z przyjemnością.

   – Witam was wszystkich na pierwszym spotkaniu w tym roku szkolnym! Już dzisiaj na naszym stadionie zmierzą się drużyny Ravenclawu i Slytherinu! Kto wygra i spocznie na laurach, a kto ugrzęźnie w bagnie przegranych? – Leon Olson wskazał na kawałek stadionu, który do złudzenia przypominał błotne jeziorko. – Fakt faktem, pogoda nie dopisuje, ale to nic dla zawodników, którzy już wychodzą z szatni! Ich ubrania są idealnie dostosowane do dzisiejszej pogody, lecz czy są gotowi na mecz? – chłopak sięgnął po lornetkę, prędko przyglądając się graczom. Każdy z nich patrzył na drużynę przeciwników z rządzą mordu, ilustrując każdy ruch, próbując zgadnąć, ile ćwiczyli przed meczem i jaka jest ich szansa na wygraną.
   – Gracze, na miotły!
   – Zawodnicy wsiadają na miotły, swoją uwagę przeznaczając tylko i wyłącznie temu, co nieuniknione; dzisiejszemu meczowi, który ma przesądzić…
   – Start!
   Ryk ze strony trybun kompletnie zagłuszył słowa komentatora, który z ciekawością przyglądał się starciu. Gracze wzbili się w powietrze, a profesor Hooch wyrzuciła kafel. Zaraz za nim poleciały tłuczki. Katniss zareagowała najszybciej; wybiwszy się w górę, chwyciła piłkę Jednak w jej stronę już mknął Alexander Navel, wychylając rękę, by przejąć od niej kulę. Dziewczyna natychmiast poszybowała dalej, z trudem wymijając lecący w jej stronę tłuczek. Michael Petterson mknął tuż za nim, trzymając w jednej ręce pałkę. Zamachnął się z całej siły, jednak trafił w powietrze. Patrick Corb spojrzał na niego zwycięsko i wskazał swoją pałką na piłkę, która niewyobrażalnie szybko leciała w stronę Brendy Stinson, której Erick właśnie podawał kafel. Nim zdołała przejąć piłkę, tłuczek zaskoczył ją od tyłu, trafił prosto w plecy nieszczęśnicy. Dziewczyna zawyła z bólu, tracąc panowanie nad miotłą. Sprawę znacznie pogorszył kafel, który palnął ją prosto w czaszkę. Na trybunach rozległ się głośny jęk.
   – To zdecydowanie musiało boleć. Ale nasza kochana Brenda Stinson nie poddaje się, przełyka łzy i próbuje się jeszcze przydać…! Cóż za głupia...w sensie silna dziewczyna! Brawa dla niej!
   Na trybunach praktycznie wszyscy oglądający wstali i zaczęli klaskać, gwizdać i buczeć.
   Chaos panujący na boisku był wręcz kwintesencją smaku dla każdego z uczniów. Gdzie by nie spojrzeć, tam działo się coś ciekawego. Mała, lecz wyjątkowo zwinna Helen Megick właśnie mknęła ku obrońcy Ravenclawu, gotowa w razie czego przejąć kafel i strzelić gola. Krukoni jednak także posiadali strategię; gdy Alexander Navel przejął kafel, Brenda Stinson, która pozostawała na boisku, pomimo silnego bólu pleców i ogromnego siniaka na twarzy, podążała tuż obok niego, irytując go i usilnie próbując przejąć kafel. Ślizgon prędko podał kafel Helen Megick, która była na to gotowa. Dziewczyna niemal od razu strzeliła gola…
   – TRAFIŁA! 10:0 dla Slytherinu!
   Widownia zaryczała, a paru ślizgonów przybiło sobie piątkę. Brenda Stinson za namową kompanów zeszła z boiska, pozwalając pani Pomfrey na opatrzenie swoich ran.
   – Kafel wyrzuca obrońca Ravenclawu, który uważnie przyjrzał się sytuacji na boisku. Najbliżej był Erick Lander oraz Katniss Connors, tuż obok Michael Petterson właśnie odbił tłuczka, ratując tym samym szukającą Ravenclawu. Lander podał kafla do Andy’ego Lancastera. Mimo nieobecności Brendy na boisku Erick i Andy świetnie sobie radzą, omijając przeciwników. I GOL! 10:10!

   Po niespełna 40 minutach Slytherin zdobył przewagę 60 punktów.
   – Proszę Państwa, cóż to za emocjonujący mecz. 40 punktów dla Ravenclaw oraz 100 punktów dla Slytherinu. Złoty znicz nadal się nie pojawił, więc Ravenclaw ma jeszcze szanse nadrobić straty.
   Nagle na horyzoncie pojawił się złotawy poblask.
   – Czy to… Tak! Pojawił się Złoty znicz! Teraz wszystko zależy od szukających! Kto wygra tą zaciętą walkę… Connors czy Dendragon?
   Publiczność nie mogła odwrócić wzroku od szukających. Mknęli za zniczem nie zważając na to co się wokół nich dzieje. Dreszcz emocji towarzyszył nie tylko widzom, ale i samym zawodnikom, gdyż to od nich zależał wynik. Jeszcze tylko chwila…
   – Tak! Katniss Connors złapała Złoty znicz! Ravenclaw wygrywa 190 punktami!
   Wiwatom nie było końca. Gdy tylko drużyna wylądowała na trawie wszyscy podbiegli im pogratulować. No prawie wszyscy. Satysfakcji Krukonom dodawały niezadowolone miny Ślizgonów. Josh nie czekając ani chwili dłużej, chwycił swoją dziewczynę w ramiona i zaczął się z nią okręcać, przyprawiając szatynkę o atak śmiechu.
   Jennifer nie chcąc wciskać się w tłum, aby pogratulować przyjaciółce i reszcie drużyny, stała z boku oglądając śmiejącą się dziewczynę w ramionach Josha.
   – Nie idziesz pogratulować Katniss? – zapytał znienacka Brynn.
   – Jak na razie jest zbyt zajęcia Joshem – stwierdziła rozbawiona Jennifer. – A ty co tu robisz? Myślałam, że nie przepadasz za Quidditchem.
   – Bo to prawda. Chciałem się ciebie o coś zapytać… – na twarzy chłopaka pojawiły się lekkie rumieńce, zdradzające jego zdenerwowanie.
   – O co chodzi?
   – Może wybrałabyś się dzisiaj ze mną na mały piknik?
   – Coś jakby randka? – spytała zaciekawiona dziewczyna.
   – Można tak powiedzieć – chłopak podrapał się z tyłu głowy. – To jak?
   – Pewnie.

   W dormitorium dziewczyn panował istny chaos. Wszędzie leżały porozrzucane ubrania – od bluzek, poprzez paski, aż do sukienek. Najciekawszym faktem okazało się to, że wszystkie ubrania należały do jednej dziewczyny – Katniss Connors.
    – Jenn, doradź mi, co mam na siebie włożyć.
   Katniss stała na środku pokoju, w jednej ręce trzymając komplet składający się ze szmaragdowej bluzki na ramiączkach i białej spódniczki, a w drugiej trzymała czarno-białą sukienkę.
   – Dlaczego nie możesz ubrać się normalnie? Musisz ustroić się jak stróż w Boże Ciało? – Jennifer wywróciła oczami i wróciła do czytania książki.
   – Co sobie o mnie Josh pomyśli, gdy zobaczy mnie w „normalnym” ubraniu?
   – Że wreszcie jest jakaś odmiana – oznajmiła obojętnie. – Zwykle widzi cię albo w mundurku, albo w samej bieliźnie, albo…
   – Dobra, dobra! – Katniss krzyknęła nagle i zasłoniła przyjaciółce usta. – Rozumiem…
   Rudowłosa roześmiała się nagle.
   – Ja zastanawiam się w czym wystąpić na randce…
   – Na czym?! – Katniss krzyknęła ze zdziwienia.
   – Brynn zaprosił mnie na randkę – przyznała.
   – Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?!
   – Jakoś wcześniej nie było okazji. Poza tym, to tylko spotkanie.
   – Tylko spotkanie?! Dziewczyno, ty idziesz na randkę! Z Brynnem!
   – Powoli zaczynam żałować, że ci o tym powiedziałam…
   – Weź się nie wygłupiaj, tylko mów, w czym masz zamiar się zaprezentować?
   – Co powiesz na to?
   Jennifer wyciągnęła z szafy białą sukienkę, sięgającą długością przed kolano.
   – Powinnaś ubrać coś bardziej seksownego.
   Jennifer spojrzała na swoją przyjaciółkę, wywracając oczami.
   – A ty powinnaś ubrać coś mniej seksownego – powiedziała zaraz potem, wskazując na krótką sukienkę szatynki.
   – Josh nie ma nic przeciwko temu, że się tak ubieram.
   – Po prostu nie chce tego przyznać, ale jest niesamowicie zazdrosny. Gdybyś tylko widziała ten wzrok, jakim mierzy każdego chłopaka, który się do ciebie zbliży…
   – Jaki wzrok?
   W otwartych drzwiach pokoju stał uśmiechnięty Josh. Obiecał swojej dziewczynie, że przyjdzie po nią dopiero za pół godziny, ale stwierdził, że zrobi jej niespodziankę i pojawi się już teraz. Przypadkiem stał się świadkiem bardzo interesującej rozmowy…
   – Zabójczy – Jennifer odpowiedziała od razu i czekała na jego reakcję jednak on tylko wzruszył ramionami.
   Po chwili do pokoju wszedł również Aaron.
   – I kto się tu jeszcze pojawi? – Katniss zapytała zirytowana, czując coraz większą niemoc.
   Nie minęła chwila, kiedy Josh zanurkował w ubraniach swojej dziewczyny, wywołując tym samym zdziwienie u wszystkich obecnych.
   – Wszystko w porządku? – zaniepokoiła się Jennifer.
   – Nic mu nie będzie – wtrącił Aaron.
   Nagle Josh z powrotem się wynurzył i spojrzał w stronę Katniss. W lewej ręce trzymał czerwony, przeszywany koronką stanik.
   – Nie przypominam sobie, żebyś taki miała…
   – Bo nie jest mój – szatynka starała się powstrzymać od śmiechu, co przychodziło jej z wielką trudnością. – Jenn… Może pochwalisz się swoim ostatnim zakupem?
   W międzyczasie Aaron zabrał Joshowi wspomnianą bieliznę. Dokładnie przyjrzał się koronkowemu znalezisku.
   – Że niby Jennifer i taki stanik? – zapytał lekko kpiącym tonem. – Nie. Nigdy w to nie uwierzę.
   – To moja sprawa, co noszę, a czego nie – mówiąc to, podeszła do Aarona i energicznym ruchem ręki wyrwała mu swoją bieliznę.
   – Zadziorna – skwitował Josh i wrócił do przeglądania ubrań. – Może znajdę tu jeszcze coś ciekawego.
   Kolejne kilkanaście minut minęło na wybieraniu odpowiedniego ubioru dla Katniss i Jennifer. Ostatecznie szatynka skończyła w czarnej sukience z czerwonymi wstawkami, a Jennifer zdecydowała się na złoto-niebieską, sięgającą do połowy ud.
   – Wyglądacie cudownie! – Josh nie ukrywał swojego zachwytu. – Prawda, Aaron?
   Josh nie doczekał się odpowiedzi.
   – Gdzie ten kretyn się podział? – rozejrzał się po pokoju, nie dostrzegając przyjaciela.
   – Wyszedł – odpowiedziała beztrosko Jennifer.
   – No trudno, sam będę musiał was, piękne panie, odprowadzić.

   Impreza w pokoju wspólnym Ravenclawu trwała w najlepsze. W końcu niecodziennie wygrywa się mecz…
   W pewnym momencie w drzwiach pojawili się Josh i jego dwie towarzyszki. Wszyscy obecni odwrócili swój wzrok w ich stronę i wręcz zaniemówili z wrażenia. Również stojący obok Arlene Aaron nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.
   – Na co się tak patrzycie? – czarodziej zapytał rozbawiony. – Bawmy się!
   Zaraz po wypowiedzianych słowach porwał Katniss w swoje ramiona i pokazał wszystkim, jak powinien ruszać się prawdziwy tancerz. Tymczasem Jennifer balowała na parkiecie razem z Leonem.
   Świętowanie trwało w najlepsze. Nikt nie pozwalał sobie nawet na chwilę odpoczynku.
   – Odbijany – Leon klepnął w ramię Josha i przyjacielsko się uśmiechnął.
   – Jest twoja – powiedział równie uśmiechnięty, oddając Katniss w jego ręce i zaraz potem podszedł do jednego ze stołów, aby zwilżyć suche gardło.
   Nie minęła chwila, kiedy pojawił się przed nim Aaron, z podejrzanie tajemniczym wyrazem twarzy.
   – Muszę z tobą porozmawiać – stwierdził poważnie.
   – Ze mną? O czym?
   Chłopak milczał, wpatrując się w jakiś punkt ponad ramieniem przyjaciela.
   – Tylko mi nie mów, że chodzi o…
   – Tak, chodzi właśnie o nią. Myślałem, że to tylko zauroczenie…
   – Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, ale jesteś z Arlene.
   – Problem w tym, że od pewnego czasu nam się nie układa.
   – Ona wie?
   – Nie mam pojęcia. Może to tylko moje odczucia…
   – Lepiej żeby tak było – przyznał. – Nie powinienem mieszać się w wasz związek, ale Arlene jest moją kuzynką i nie chcę widzieć jak płacze z twojego powodu.
   – Nie mam zamiaru jej skrzywdzić. Po prostu nie wiem jak długo będę w stanie ukrywać to, o czym tak naprawdę myślę.
   – Pamiętaj, że cię ostrzegałem  – powiedział surowo. – A gdzie ona w ogóle jest?
   – Źle się czuła. Wróciła do siebie.
   – Nie poszedłeś z nią?
   – Chciała być sama. Wyraźnie dała mi to do zrozumienia…
   Aaron wzruszył ramionami i znowu przeniósł wzrok nad ramię Josha. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.
   – Coś się stało?
   – Jennifer – rzucił tylko.
   – Co z nią?
   – Wymyka się z Brynnem…

*proszę o włączenie piosenki nr 3*

   – Są piękne, prawda? – Brynn zapytał z uśmiechem, spoglądając na połyskujące na niebie gwiazdy.
   Musiał przyznać, że zaproszenie Jennifer na prywatny piknik było najlepszym pomysłem na jaki kiedykolwiek wpadł. Pomimo tego, że dziewczyna żartobliwym tonem od razu oznajmiła „mam dość pikników na jakiś czas”, nie przestawał nalegać i ostatecznie uległa. Cieszył się jak małe dziecko, ponieważ niecodziennie mógł spędzić wieczór w jej towarzystwie.
   Rozmowy z płcią przeciwną nigdy nie należały do jego mocnych stron, ale powoli starał się przełamywać i właśnie dlatego zdecydował, że uczczenie z Jennifer zwycięstwa Ravenclawu będzie dobrym początkiem.
   – Masz rację – rudowłosa przyznała bez chwili zawahania, a na jej usta również wkradł się delikatny uśmiech.
   Była pod wrażeniem. I nie zamierzała ukrywać, że była też zdziwiona. Brynn stanął na wysokości zadania i dokonał czegoś, co sprawiało trudność jej przyjaciołom na poprzednim pikniku. Potrafił rozłożyć koc, przygotował smaczne przekąski, zadbał o orzeźwiające napoje i przede wszystkim wybrał naprawdę piękne miejsce, w którym wspólnie mogli podziwiać ciemne niebo ozdobione tysiącami gwiazd. Czy jej zaimponował? Oczywiście! Nigdy nie pomyślałaby, że Brynn Gorawen to tak naprawdę bardzo romantyczny chłopak.
   – Więc… Za zwycięstwo Ravenclawu – oznajmił niemalże uroczyście i wzniósł do góry swoją szklankę z sokiem, znacząco spoglądając w stronę swojej towarzyszki.
   – Za zwycięstwo – Jennifer powtórzyła gest czarodzieja i upiła łyk napoju.
   Kiedy patrzyła na spokojną taflę jeziora, poczuła, że musi wypowiedzieć na głos siedzące w jej głowie pytanie.
   – Dlaczego to właśnie mnie zaprosiłeś na piknik? Przecież w Hogwarcie jest mnóstwo dziewczyn, które z chęcią przystałyby na twoją propozycję. 
   Głupiutka Jenn, pomyślał.
   – Nie bawiłbym się z nimi tak dobrze jak z tobą – przyznał bez ogródek i odgarnął z jej czoła zabłąkany rudy kosmyk włosów.
   – Doprawdy?
   – Oczywiście.
   – Nie uważam się za wyjątkową.
   Brynn lekko się uśmiechnął.
   – Każdy jest wyjątkowy na swój własny sposób. A ty zdecydowanie masz zbyt niską samoocenę, Jenn.
   Policzki czarownicy oblały się rumieńcem.
   Próbował ją poderwać? W końcu niecodziennie ktoś mówił jej, że jest wyjątkowa i  zapraszał ją na dwuosobowe pikniki. Mimo wszystko ta myśl nie wywołała w niej niepokoju. Brynn był naprawdę przystojny i inteligentny. W dodatku był dobrym czarodziejem i potrafił posługiwać się magią, tak jak na to przystało. Ale jeżeli naprawdę chciał czegoś więcej? Przecież nie wysyłała mu żadnych sygnałów świadczących o tym, że jest nim zainteresowana. A może jednak… Może zrobiła to nieświadomie, a on przyjął to jako zielone światło?
   Jennifer pokręciła głową i delikatnie się uśmiechnęła. To niedorzeczne. Brynn po prostu chciał być miły, to wszystko. Na pewno.
   – Coś nie tak? – zapytał zaniepokojony.
   – Nie, wszystko w porządku – ucięła krótko i uśmiechnęła się do niego. – Robi się późno, nie powinniśmy już wracać?
   Chłopak wyglądał na rozczarowanego. Racja, starał się to ukryć, ale Jennifer nie dała się oszukać. Mimo wszystko przystał na jej propozycję i powoli zaczął sprzątać wszystkie przekąski i starannie składać koc.
   – Odprowadzę cię – powiedział cicho, jednak zrobił to takim tonem, że dziewczyna nie była w stanie odmówić.
   – Jesteśmy w jednym domu, i tak byś mnie odprowadził – roześmiała się Jennifer.
   – Fakt – Brynn odwzajemnił uśmiech dziewczyny. – Chciałem być dżentelmenem.
   Kiedy byli już u celu, Jennifer podziękowała mu za miło spędzony czas i delikatnie się uśmiechnęła. W wyrazie twarzy Brynna dostrzegła coś, czego nie widziała nigdy wcześniej. Nie potrafiła nawet tego nazwać. Po prostu stała i patrzyła się prosto w jego oczy.
   – Ja również dziękuję – powiedział w końcu i zanim odszedł, musnął swoimi ustami jej lekko rozchylone wargi. – Dobranoc, panno Aithne…
Lydia Land of Grafic