niedziela, 22 stycznia 2017

Mecz, rozterki i nie tylko…

Na początku chciałam was zachęcić do odwiedzenia zakładki "Pytania/Rozkminy" gdzie możecie zadawać mi pytania dotyczące opowiadania lub własne teorie dotyczące jakiegoś wątku :)

Pozdrawiam,
Jenn ♥

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Tego dnia miał się odbyć pierwszy w tym roku mecz Quidditcha.  Naprzeciw siebie wzlecą drużyny Ravenclawu oraz Slytherinu. Od samego rana wszyscy zawodnicy chodzili poddenerwowani, chociaż jedna osoba wydawała się bardziej zdenerwowana niż reszty – Katniss Connors, szukająca Krukonów.
  – Jenn! – szatynka krzyknęła nagle.
  – Co znowu zgubiłaś?
  – Chyba nic… – odpowiedziała, nie za bardzo wiedząc, co się z nią dzieje.
  – Chyba? – Jennifer próbowała się upewnić i spojrzała podejrzliwie w stronę przyjaciółki.
  – No… boję się – przyznała ostatecznie.
  – Nie masz czego.
  – Łatwo ci mówić! – oburzyła się. – To nie na tobie spoczywa odpowiedzialność za wygraną.
  – Jakby nie patrzeć , ścigający również mają co nie co do powiedzenia.
  – Nie znasz się – czarownica rzuciła na odczepne.
  – Dobrze się czujesz? – Jennifer spojrzała na Katniss grzebiącą widelcem w jajecznicy i położyła rękę na jej ramieniu.
  Szatynka przeciągle westchnęła. Więc coś na pewno było nie w porządku…
  – Nie mogę nic przełknąć – poskarżyła się. – To chyba z nerwów.
No tak. Niedługo po śniadaniu miał odbyć się mecz Quidditcha i Katniss grała w nim dosyć istotną rolę. Rudowłosa nie wiedziała, jak pocieszyć przyjaciółkę. Nie chciała używać typowego „będzie dobrze”, bo wydawało jej się, że to tylko sztuczny zwrot bez żadnej mocy sprawczej.   
  Kiedy już traciła nadzieję i przede wszystkim wszelkie pomysły, kątem oka zobaczyła kogoś, kto mógł jej pomóc. Czarownica klepnęła go w ramię i porozumiewawczym wzrokiem dała do zrozumienia, że potrzebuje wsparcia. Nie musiała długo czekać.
  – Pani pozwoli… – Josh ujął dłoń Katniss i zaprowadził ją do swojego stołu. Zaraz potem usadowił ją na swoich kolanach.
  – Nie traktuj mnie jak dziecko! – oburzyła się.
  – Zachowujesz się jak dziecko, więc tak będę cię traktował – oznajmił jak najbardziej poważnie i nakłuł na widelec kawałek naleśnika. – A teraz otwieraj buzię.
  Aaron i Leon zaczęli cicho chichotać, ale spojrzenie, które posłał im Josh skuteczne ich uciszyło.
  – Przeżuj. Nie chcę żebyś się udławiła…
  – Josh!
  – Nie marudź tylko wcinaj. No już – z tymi słowami podał jej kolejny kawałek. – Zuch dziewczyna!
  – Jesteś okropny – wymamrotała.
  – Mama nie uczyła cię, że nie wolno mówić z pełną buzią? Katniss, ile ty masz lat? – droczył się z nią.
  – Może jeszcze dasz jej śliniaczek i będziesz się bawił w „leci miotełka”? – Aaron zapytał rozbawiony i zaraz potem razem z Leonem wybuchnęli salwą śmiechu.
  Czarodziej starał się być opanowany i skupić swoją uwagę wyłącznie na Katniss, ale jego przyjaciele skutecznie mu to uniemożliwiali. Cały czas dogadywali lub szeptali coś między sobą, patrząc w ich stronę. Każda cierpliwość miała swoje granice.
  – Daruj sobie, Drauffen – chłopak niemalże syknął.
  Właśnie w tym momencie do rozmowy włączyła się Arlene.
  – Josh, on ma rację. Traktujesz Katniss jak małą dziewczynkę, która nie potrafi trzymać noża i widelca.
  – Co nie zmienia faktu, że dzięki temu zjadła śniadanie – zauważył, zadowolony z siebie i przeniósł wzrok na wycierającą kąciki ust szatynkę. – Teraz, kiedy masz już pełny żołądek, powiedz mi, co się dzieje.
  Czarownica oparła głowę na jego piersi i jeszcze raz przeciągle westchnęła.
  – Katniss…?
  – Martwię się, że nie wygramy meczu – wydukała w końcu.
  – I to wszystko?
  Czy to wszystko?! Jak on śmiał?! Od rana nie mogła skupić swoich myśli na niczym innym, trzęsły jej się ręce, bała się, że zawiedzie jako zawodnik drużyny, a on tak ją podsumował? Co za tupet!
  – Czy ty uważasz, że to jakaś cholerna drobnostka?! – krzyknęła. – To nie jest zabawa tylko poważny mecz! Zastanów się zanim coś powiesz!
  Czarodziej delikatnie się uśmiechnął.
  – Przesadziłaś.
  Zaraz po wypowiedzianych słowach podniósł się do pozycji stojącej, przerzucił Katniss przez swoje lewe ramię i bezceremonialnie wyszedł z nią z Sali, wprawiając wszystkich w osłupienie.
  – Zasłużyłaś na porządnego klapsa w tyłek, moja droga – oznajmił, kiedy wreszcie postawił ją na ziemię.
  Katniss momentalnie zaczerwieniła się po korzonki włosów.
  – Ja przesadziłam?! To ty bagatelizujesz problem!
  – Dwie sprawy. Pierwsza: przestań krzyczeć. Druga: nie masz racji.
  Pan Weber i jego cholerna pewność siebie… Doprowadzał ją do szału. Najpierw traktował ją jak dziecko, a teraz uniemożliwił drogę ucieczki i zachowywał się jak wszechwiedzący pan i władca…
  Czarownica wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze z płuc, a Josh, ku jej zdziwieniu, delikatnie się uśmiechnął.
  – Tak lepiej – podsumował i położył dłonie na jej ramionach. – Posłuchaj mnie: to nie jest twój pierwszy mecz w tej drużynie. Jesteś doświadczonym zawodnikiem i wiesz, co powinnaś zrobić, kiedy szala przechyla się na korzyść rywali. Jesteś mądra, piękna i zawsze zarażasz wszystkich swoim uśmiechem. Nie pozwolę, żeby jeden głupi mecz to popsuł. Jeżeli będziesz nastawiona negatywnie, nie zdziałasz nic dobrego. Więc teraz wyobraź sobie, że masz w sobie mnóstwo pozytywnej energii i na pewno wygracie mecz – ucałował ją w czoło, a na jego usta znowu wkradł się uśmiech. – Zaufaj mi, to działa.
  Katniss poczuła się jak idiotka. Pochopnie go oskarżyła, a on tylko próbował ją rozbawić i uświadomić jej, że nie powinna przejmować się wynikiem meczu, bo to tylko pogorszy sprawę. Była głupia… Ale przynajmniej miała przy sobie kogoś, kto wierzył w nią od samego początku.
  – Dziękuję – powiedziała cicho, a czarodziej skradł jej szybkiego całusa.
  – Nie masz za co dziękować. Tylko rozjaśniłem ci coś, o czym wiedziałaś już od dawna. Nic wielkiego – wzruszył ramionami.
  – Powinniśmy wrócić na salę? – zapytała niepewnie po chwili ciszy.
  Weber udał zastanowienie.
  – Nie. Zjadłaś śniadanie, więc nic tam po nas – przyznał. – Zabieram cię do mojego pokoju i dopilnuję żebyś zrelaksowała się przed meczem. Co  powiesz na masaż? – zapytał entuzjastycznie.
  Katniss lekko się roześmiała.
  – Z przyjemnością.

  – Witam was wszystkich na pierwszym spotkaniu w tym roku szkolnym! Już dzisiaj na naszym stadionie zmierzą się drużyny Ravenclawu i Slytherinu! Kto wygra i spocznie na laurach, a kto ugrzęźnie w bagnie przegranych? – Leon Olson wskazał na kawałek stadionu, który do złudzenia przypominał błotne jeziorko. – Fakt faktem, pogoda nie dopisuje, ale to nic dla zawodników, którzy już wychodzą z szatni! Ich ubrania są idealnie dostosowane do dzisiejszej pogody, lecz czy są gotowi na mecz? – chłopak sięgnął po lornetkę, prędko przyglądając się graczom. Każdy z nich patrzył na drużynę przeciwników z rządzą mordu, ilustrując każdy ruch, próbując zgadnąć, ile ćwiczyli przed meczem i jaka jest ich szansa na wygraną.
  – Gracze, na miotły!
  – Zawodnicy wsiadają na miotły, swoją uwagę przeznaczając tylko i wyłącznie temu, co nieuniknione; dzisiejszemu meczowi, który ma przesądzić…
  – Start!
  Ryk ze strony trybun kompletnie zagłuszył słowa komentatora, który z ciekawością przyglądał się starciu. Gracze wzbili się w powietrze, a profesor Hooch wyrzuciła kafel. Zaraz za nim poleciały tłuczki. Katniss zareagowała najszybciej; wybiwszy się w górę, chwyciła piłkę Jednak w jej stronę już mknął Alexander Navel, wychylając rękę, by przejąć od niej kulę. Dziewczyna natychmiast poszybowała dalej, z trudem wymijając lecący w jej stronę tłuczek. Michael Petterson mknął tuż za nim, trzymając w jednej ręce pałkę. Zamachnął się z całej siły, jednak trafił w powietrze. Patrick Corb spojrzał na niego zwycięsko i wskazał swoją pałką na piłkę, która niewyobrażalnie szybko leciała w stronę Brendy Stinson, której Erick właśnie podawał kafel. Nim zdołała przejąć piłkę, tłuczek zaskoczył ją od tyłu, trafił prosto w plecy nieszczęśnicy. Dziewczyna zawyła z bólu, tracąc panowanie nad miotłą. Sprawę znacznie pogorszył kafel, który palnął ją prosto w czaszkę. Na trybunach rozległ się głośny jęk.
  – To zdecydowanie musiało boleć. Ale nasza kochana Brenda Stinson nie poddaje się, przełyka łzy i próbuje się jeszcze przydać…! Cóż za głupia...w sensie silna dziewczyna! Brawa dla niej!
  Na trybunach praktycznie wszyscy oglądający wstali i zaczęli klaskać, gwizdać i buczeć.
  Chaos panujący na boisku był wręcz kwintesencją smaku dla każdego z uczniów. Gdzie by nie spojrzeć, tam działo się coś ciekawego. Mała, lecz wyjątkowo zwinna Helen Megick właśnie mknęła ku obrońcy Ravenclawu, gotowa w razie czego przejąć kafel i strzelić gola. Krukoni jednak także posiadali strategię; gdy Alexander Navel przejął kafel, Brenda Stinson, która pozostawała na boisku, pomimo silnego bólu pleców i ogromnego siniaka na twarzy, podążała tuż obok niego, irytując go i usilnie próbując przejąć kafel. Ślizgon prędko podał kafel Helen Megick, która była na to gotowa. Dziewczyna niemal od razu strzeliła gola…
  – TRAFIŁA! 10:0 dla Slytherinu!
  Widownia zaryczała, a paru ślizgonów przybiło sobie piątkę. Brenda Stinson za namową kompanów zeszła z boiska, pozwalając pani Pomfrey na opatrzenie swoich ran.
  – Kafel wyrzuca obrońca Ravenclawu, który uważnie przyjrzał się sytuacji na boisku. Najbliżej był Erick Lander oraz Katniss Connors, tuż obok Michael Petterson właśnie odbił tłuczka, ratując tym samym szukającą Ravenclawu. Lander podał kafla do Andy’ego Lancastera. Mimo nieobecności Brendy na boisku Erick i Andy świetnie sobie radzą, omijając przeciwników. I GOL! 10:10!

  Po niespełna 40 minutach Slytherin zdobył przewagę 60 punktów.
  – Proszę Państwa, cóż to za emocjonujący mecz. 40 punktów dla Ravenclaw oraz 100 punktów dla Slytherinu. Złoty znicz nadal się nie pojawił, więc Ravenclaw ma jeszcze szanse nadrobić straty,
Nagle na horyzoncie pojawił się złotawy poblask.
  – Czy to… Tak! Pojawił się Złoty znicz! Teraz wszystko zależy od szukających! Kto wygra tą zaciętą walkę… Connors czy Dendragon?
  Publiczność nie mogła odwrócić wzroku od szukających. Mknęli za zniczem nie zważając na to co się wokół nich dzieje. Dreszcz emocji towarzyszył nie tylko widzom, ale i samym zawodnikom, gdyż to od nich zależał wynik. Jeszcze tylko chwila…
  – Tak! Katniss Connors złapała Złoty znicz! Ravenclaw wygrywa 190 punktami!
  Wiwatom nie było końca. Gdy tylko drużyna wylądowała na trawie wszyscy podbiegli im pogratulować. No prawie wszyscy. Satysfakcji Krukonom dodawały niezadowolone miny Ślizgonów. Josh nie czekając ani chwili dłużej, chwycił swoją dziewczynę w ramiona i zaczął się z nią okręcać, przyprawiając szatynkę o atak śmiechu.
  Jennifer nie chcąc wciskać się w tłum, aby pogratulować przyjaciółce i reszcie drużyny, stała z boku oglądając śmiejącą się dziewczynę w ramionach Josha.
  – Nie idziesz pogratulować Katniss? – zapytał znienacka Brynn.
  – Jak na razie jest zbyt zajęcia Joshem – stwierdziła rozbawiona Jennifer. – A ty co tu robisz? Myślałam, że nie przepadasz za Quidditchem.
  – Bo to prawda. Chciałem się ciebie o coś zapytać… – na twarzy chłopaka pojawiły się lekkie rumieńce, zdradzające jego zdenerwowanie.
  – O co chodzi?
  – Może wybrałabyś się dzisiaj ze mną na mały piknik?
  – Coś jakby randka? – spytała zaciekawiona dziewczyna.
  – Można tak powiedzieć – chłopak podrapał się z tyłu głowy. – To jak?
  – Pewnie.

  W dormitorium dziewczyn panował istny chaos. Wszędzie leżały porozrzucane ubrania – od bluzek, poprzez paski, aż do sukienek. Najciekawszym faktem okazało się to, że wszystkie ubrania należały do jednej dziewczyny – Katniss Connors.
   – Jenn, doradź mi, co mam na siebie włożyć.
  Katniss stała na środku pokoju, w jednej ręce trzymając komplet składający się ze szmaragdowej bluzki na ramiączkach i białej spódniczki, a w drugiej trzymała czarno-białą sukienkę.
  – Dlaczego nie możesz ubrać się normalnie? Musisz ustroić się jak stróż w Boże Ciało? – Jennifer wywróciła oczami i wróciła do czytania książki.
  – Co sobie o mnie Josh pomyśli, gdy zobaczy mnie w „normalnym” ubraniu?
  – Że wreszcie jest jakaś odmiana – oznajmiła obojętnie. – Zwykle widzi cię albo w mundurku, albo w samej bieliźnie, albo…
  – Dobra, dobra! – Katniss krzyknęła nagle i zasłoniła przyjaciółce usta. – Rozumiem…
  Rudowłosa roześmiała się nagle.
  – Ja zastanawiam się w czym wystąpić na randce…
  – Na czym?! – Katniss krzyknęła ze zdziwienia.
  – Brynn zaprosił mnie na randkę – przyznała.
  – Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?!
  – Jakoś wcześniej nie było okazji. Poza tym, to tylko spotkanie.
  – Tylko spotkanie?! Dziewczyno, ty idziesz na randkę! Z Brynnem!
  – Powoli zaczynam żałować, że ci o tym powiedziałam…
  – Weź się nie wygłupiaj, tylko mów, w czym masz zamiar się zaprezentować?
  – Co powiesz na to?
  Jennifer wyciągnęła z szafy białą sukienkę, sięgającą długością przed kolano.
  – Powinnaś ubrać coś bardziej seksownego.
  Jennifer spojrzała na swoją przyjaciółkę, wywracając oczami.
  – A ty powinnaś ubrać coś mniej seksownego – powiedziała zaraz potem, wskazując na krótką sukienkę szatynki.
  – Josh nie ma nic przeciwko temu, że się tak ubieram.
  – Po prostu nie chce tego przyznać, ale jest niesamowicie zazdrosny. Gdybyś tylko widziała ten wzrok, jakim mierzy każdego chłopaka, który się do ciebie zbliży…
  – Jaki wzrok?
  W otwartych drzwiach pokoju stał uśmiechnięty Josh. Obiecał swojej dziewczynie, że przyjdzie po nią dopiero za pół godziny, ale stwierdził, że zrobi jej niespodziankę i pojawi się już teraz. Przypadkiem stał się świadkiem bardzo interesującej rozmowy…
  – Zabójczy – Jennifer odpowiedziała od razu i czekała na jego reakcję jednak on tylko wzruszył ramionami.
  Po chwili do pokoju wszedł również Aaron.
  – I kto się tu jeszcze pojawi? – Katniss zapytała zirytowana, czując coraz większą niemoc.
  Nie minęła chwila, kiedy Josh zanurkował w ubraniach swojej dziewczyny, wywołując tym samym zdziwienie u wszystkich obecnych.
  – Wszystko w porządku? – zaniepokoiła się Jennifer.
  – Nic mu nie będzie – wtrącił Aaron.
  Nagle Josh z powrotem się wynurzył i spojrzał w stronę Katniss. W lewej ręce trzymał czerwony, przeszywany koronką stanik.
  – Nie przypominam sobie, żebyś taki miała…
  – Bo nie jest mój – szatynka starała się powstrzymać od śmiechu, co przychodziło jej z wielką trudnością. – Jenn… Może pochwalisz się swoim ostatnim zakupem?
  W międzyczasie Aaron zabrał Joshowi wspomnianą bieliznę. Dokładnie przyjrzał się koronkowemu znalezisku.
  – Że niby Jennifer i taki stanik? – zapytał lekko kpiącym tonem. – Nie. Nigdy w to nie uwierzę.
  – To moja sprawa, co noszę, a czego nie – mówiąc to, podeszła do Aarona i energicznym ruchem ręki wyrwała mu swoją bieliznę.
  – Zadziorna – skwitował Josh i wrócił do przeglądania ubrań. – Może znajdę tu jeszcze coś ciekawego.
  Kolejne kilkanaście minut minęło na wybieraniu odpowiedniego ubioru dla Katniss i Jennifer. Ostatecznie szatynka skończyła w czarnej sukience z czerwonymi wstawkami, a Jennifer zdecydowała się na złoto-niebieską, sięgającą do połowy ud.
  – Wyglądacie cudownie! – Josh nie ukrywał swojego zachwytu. – Prawda, Aaron?
  Josh nie doczekał się odpowiedzi.
  – Gdzie ten kretyn się podział? – rozejrzał się po pokoju, nie dostrzegając przyjaciela.
  – Wyszedł – odpowiedziała beztrosko Jennifer.
  – No trudno, sam będę musiał was, piękne panie, odprowadzić.

  Impreza w pokoju wspólnym Ravenclawu trwała w najlepsze. W końcu niecodziennie wygrywa się mecz…
  W pewnym momencie w drzwiach pojawili się Josh i jego dwie towarzyszki. Wszyscy obecni odwrócili swój wzrok w ich stronę i wręcz zaniemówili z wrażenia. Również stojący obok Arlene Aaron nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.
  – Na co się tak patrzycie? – czarodziej zapytał rozbawiony. – Bawmy się!
  Zaraz po wypowiedzianych słowach porwał Katniss w swoje ramiona i pokazał wszystkim, jak powinien ruszać się prawdziwy tancerz. Tymczasem Jennifer balowała na parkiecie razem z Leonem.
  Świętowanie trwało w najlepsze. Nikt nie pozwalał sobie nawet na chwilę odpoczynku.
  – Odbijany – Leon klepnął w ramię Josha i przyjacielsko się uśmiechnął.
  – Jest twoja – powiedział równie uśmiechnięty, oddając Katniss w jego ręce i zaraz potem podszedł do jednego ze stołów, aby zwilżyć suche gardło.
  Nie minęła chwila, kiedy pojawił się przed nim Aaron, z podejrzanie tajemniczym wyrazem twarzy.
  – Muszę z tobą porozmawiać – stwierdził poważnie.
  – Ze mną? O czym?
  Chłopak milczał, wpatrując się w jakiś punkt ponad ramieniem przyjaciela.
  – Tylko mi nie mów, że chodzi o…
  – Tak, chodzi właśnie o nią. Myślałem, że to tylko zauroczenie…
  – Nie wiem, czy jeszcze pamiętasz, ale jesteś z Arlene.
  – Problem w tym, że od pewnego czasu nam się nie układa.
  – Ona wie?
  – Nie mam pojęcia. Może to tylko moje odczucia…
  – Lepiej żeby tak było – przyznał. – Nie powinienem mieszać się w wasz związek, ale Arlene jest moją kuzynką i nie chcę widzieć jak płacze z twojego powodu.
  – Nie mam zamiaru jej skrzywdzić. Po prostu nie wiem jak długo będę w stanie ukrywać to, o czym tak naprawdę myślę.
  – Pamiętaj, że cię ostrzegałem  – powiedział surowo. – A gdzie ona w ogóle jest?
  – Źle się czuła. Wróciła do siebie.
  – Nie poszedłeś z nią?
  – Chciała być sama. Wyraźnie dała mi to do zrozumienia…
  Aaron wzruszył ramionami i znowu przeniósł wzrok nad ramię Josha. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.
  – Coś się stało?
  – Jennifer – rzucił tylko.
  – Co z nią?
  – Wymyka się z Brynnem…

*proszę o włączenie piosenki nr 3*

  – Są piękne, prawda? – Brynn zapytał z uśmiechem, spoglądając na połyskujące na niebie gwiazdy.
  Musiał przyznać, że zaproszenie Jennifer na prywatny piknik było najlepszym pomysłem na jaki kiedykolwiek wpadł. Pomimo tego, że dziewczyna żartobliwym tonem od razu oznajmiła „mam dość pikników na jakiś czas”, nie przestawał nalegać i ostatecznie uległa. Cieszył się jak małe dziecko, ponieważ niecodziennie mógł spędzić wieczór w jej towarzystwie.
  Rozmowy z płcią przeciwną nigdy nie należały do jego mocnych stron, ale powoli starał się przełamywać i właśnie dlatego zdecydował, że uczczenie z Jennifer zwycięstwa Ravenclawu będzie dobrym początkiem.
  – Masz rację – rudowłosa przyznała bez chwili zawahania, a na jej usta również wkradł się delikatny uśmiech.
  Była pod wrażeniem. I nie zamierzała ukrywać, że była też zdzwiona. Brynn stanął na wysokości zadania i dokonał czegoś, co sprawiało trudność jej przyjaciołom na poprzednim pikniku. Potrafił rozłożyć koc, przygotował smaczne przekąski, zadbał o orzeźwiające napoje i przede wszystkim wybrał naprawdę piękne miejsce, w którym wspólnie mogli podziwiać ciemne niebo ozdobione tysiącami gwiazd. Czy jej zaimponował? Oczywiście! Nigdy nie pomyślałaby, że Brynn Gorawen to tak naprawdę bardzo romantyczny chłopak.
  – Więc… za zwycięstwo Ravenclawu – oznajmił niemalże uroczyście i wzniósł do góry swoją szklankę z sokiem, znacząco spoglądając w stronę swojej towarzyszki.
  – Za zwycięstwo – Jennifer powtórzyła gest czarodzieja i upiła łyk napoju.
  Kiedy patrzyła na spokojną taflę jeziora, poczuła, że musi wypowiedzieć na głos siedzące w jej głowie pytanie.
  – Dlaczego to właśnie mnie zaprosiłeś na piknik? Przecież w Hogwarcie jest mnóstwo dziewczyn, które z chęcią przystałyby na twoją propozycję. 
  Głupiutka Jenn, pomyślał.
  – Nie bawiłbym się z nimi tak dobrze jak z tobą – przyznał bez ogródek i odgarnął z jej czoła zabłąkany rudy kosmyk włosów.
  – Doprawdy?
  – Oczywiście.
  – Nie uważam się za wyjątkową.
  Brynn lekko się uśmiechnął.
  – Każdy jest wyjątkowy na swój własny sposób. A ty zdecydowanie masz zbyt niską samoocenę, Jenn.
  Policzki czarownicy oblały się rumieńcem.
  Próbował ją poderwać? W końcu niecodziennie ktoś mówił jej, że jest wyjątkowa i  zapraszał ją na dwuosobowe pikniki. Mimo wszystko ta myśl nie wywołała w niej niepokoju. Brynn był naprawdę przystojny i inteligentny. W dodatku był dobrym czarodziejem i potrafił posługiwać się magią, tak jak na to przystało. Ale jeżeli naprawdę chciał czegoś więcej? Przecież nie wysyłała mu żadnych sygnałów świadczących o tym, że jest nim zainteresowana. A może jednak… Może zrobiła to nieświadomie, a on przyjął to jako zielone światło?
  Jennifer pokręciła głową i delikatnie się uśmiechnęła. To niedorzeczne. Brynn po prostu chciał być miły, to wszystko. Na pewno.
  – Coś nie tak? – zapytał zaniepokojony.
  – Nie, wszystko w porządku – ucięła krótko i uśmiechnęła się do niego. – Robi się późno, nie powinniśmy już wracać?
  Chłopak wyglądał na rozczarowanego. Racja, starał się to ukryć, ale Jennifer nie dała się oszukać. Mimo wszystko przystał na jej propozycję i powoli zaczął sprzątać wszystkie przekąski i starannie składać koc.
  – Odprowadzę cię – powiedział cicho, jednak zrobił to takim tonem, że dziewczyna nie była w stanie odmówić.
  – Jesteśmy w jednym domu, i tak byś mnie odprowadził – roześmiała się Jennifer.
  – Fakt – Brynn odwzajemnił uśmiech dziewczyny. – Chciałem być dżentelmenem.
  Kiedy byli już u celu, Jennifer podziękowała mu za miło spędzony czas i delikatnie się uśmiechnęła. W wyrazie twarzy Brynna dostrzegła coś, czego nie widziała nigdy wcześniej. Nie potrafiła nawet tego nazwać. Po prostu stała i patrzyła się prosto w jego oczy.
  – Ja również dziękuję – powiedział w końcu i zanim odszedł, musnął swoimi ustami jej lekko rozchylone wargi. – Dobranoc, panno Aithne…

niedziela, 11 września 2016

Nominacja

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Karlę Pisarską.
Jest to taka przyjacielska forma, która pomaga zareklamować się blogom oraz autorom. Nie można nominować bloga, który ciebie nominował i trzeba odpowiedzieć na 11 pytań.

Pytania na które mam odpowiedzieć:

1. Dlaczego akurat blog o tej tematyce, a nie innej?
Zaczęłam pisać blog o takiej tematyce, ponieważ fantastyka jest jednym z moich ulubionych gatunków, a tematyka Harry'ego Pottera dlatego, że jako dziecko uwielbiałam i nadal uwielbiam tą serię.

2. Jakie jest Twoje hobby?
Moim hobby jest oczywiście czytanie i pisanie książek, czytam też mangi, ale to raczej takie mniej powszechne hobby, lubię też słuchać muzyki.

3. Co skusiło Cię, aby założyć bloga?
Chciałam się przekonać czy moje opowiadanie się spodoba, nie ukrywam, że dzięki temu bardzo rozwinęłam swoje umiejętności pisarskie.

4. Jaka jest Twoja ulubiona gra (nie ważne czy na PC, planszowa czy jeszcze jakaś inna)?
Dragon Age Origins, oraz gry tworzone przez Artifex Mundi.

5. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Moim największym marzeniem jest zwiedzić świat oraz poznać wszystkie kultury, dzięki którym nasz świat jest taki urozmaicony.

6. Czym zajmujesz się w wolnych chwilach?
W wolnych chwilach czytam, albo zastanawiam się co będzie się dziać w następnych rozdziałach.

7. Ulubiona książka.
To trudne pytanie... Uwielbiam wszystkie książki, które przeczytałam, więc trudno mi wybrać ulubioną.

8. Ulubiona potrawa.
Kotlet schabowy oraz domowej roboty rolada z kluskami śląskimi.

9. Czym masz jakieś zwierzątko?
Mam psa rasy Chihuahua.

10. Ulubiona postać z filmu i dlaczego.
Moją ulubioną postacią z filmu jest Groot. Występuje w filmie "Guardians of the Galaxy". Jest to humanoidalne drzewo, które ciągle powtarza jedno zdanie "I'm Groot". Mimo to jest to jedna z najlepiej stworzonych postaci.

11. Czego nie lubisz najbardziej?
Najbardziej nie lubię, gdy ktoś udaje kogoś kim nie jest. Nie lubię, gdy taka osoba robi wszystko by się komuś przypodobać udając przy tym kogoś innego.


Co do nominacji zrobię coś czego nikt się pewnie nie spodziewał. Nominuję... KAŻDEGO, kto będzie chciał odpowiedzieć na pytania, które zadam :)

1. Dlaczego zacząłeś/aś pisać?
2. Kto jest twoim ulubionym autorem i dlaczego?
3. Z jaką postacią literacką się utożsamiasz?
4. Twoja ulubiony film na podstawie/adaptacja książki?
5. Kiedy napisałeś/aś swoje pierwsze opowiadanie?
6. Twój ulubiony gatunek?
7. Czy gdybyś miał/a możliwość życia w jakieś książce, to w jakiej i dlaczego?
8. Czy chciałbyś/chciałabyś spotkać się z jakimś książkowym bohaterem?
9. Interesujesz się czymś poza pisaniem?
10. Gdybyś miał/a trafić na bezludną wyspę co byś wziął/wzięła ze sobą, książki czy laptop z filmami?
11. Twój ulubiony kolor?

piątek, 19 sierpnia 2016

Konsekwencje (nie)przemyślanych działań

   Wszyscy uczestnicy nocnego pikniku leżeli na błoniach, podziwiając gwiazdy. Co chwilę można było usłyszeć szum liści z Zakazanego Lasu przerywany donośnym śmiechem szóstoklasistów.
  – Korzystając z okazji, że opróżniliśmy już jedną z butelek, zagrajmy w jakąś grę – Josh zaproponował z tajemniczym uśmiechem.
  Wszyscy zgodzili się bez choćby najmniejszego zawahania.
  – A zatem – chłopak odchrząknął nieco teatralnie i położył butelkę na odwróconym do góry dnem koszyku. – Każdy zakręci tylko raz. Ten na kogo wypadnie, będzie musiał wybrać: pytanie lub wyzwanie. Jeżeli ktoś złamie zasady, pije kolejkę. Zaczynamy! – krzyknął entuzjastycznie i tym samym zaczął grę.
  Szyjka butelki wskazała na Jennifer.
  – Kto by pomyślał… – czarodziej uśmiechnął się łobuzersko i wywołał ciarki na plecach dziewczyny. – Pytanie czy…wyzwanie?
  – Pytanie – odpowiedziała po krótkiej chwili ciszy.
  Josh udał głębokie zastanowienie. Po upływie kilku sekund krzyknął odkrywcze „eureka” i klasnął w dłonie.
  – Jak ma na imię chłopak, który ci się podoba?
  Rudowłosa zmierzyła go zabójczym spojrzeniem. Co ten palant w ogóle sobie myślał?
  – Znasz zasady – ponaglił ją. Uśmiech nawet na chwilę nie znikał z jego twarzy.
  Jennifer sięgnęła po kieliszek wypełniony alkoholem, niespiesznie podniosła go do ust i jeszcze raz zerknęła w stronę Josha.
  Zachęcił ją ruchem dłoni, dając do zrozumienia, że nie mają na to całej nocy.
  Kilka sekund później kieliszek był już pusty.
  – Zuch dziewczyna!
  – Pożałujesz, Weber…
  – Tak, tak – zbył ją krótką odpowiedzią i wskazał na butelkę. – Twoja kolej.
  Nie wiedział, jak to zrobiła, ale tym razem wypadło właśnie na niego.
  – Wyzwanie – oznajmił od razu, nie czekając nawet na propozycję wyboru.
  Jennifer podrapała się po głowie. Nie podejrzewała, że okazja na zemstę przyjdzie tak szybko, więc nie miała szansy na odpowiednie i szczegółowe przygotowanie jakiejkolwiek zemsty.
  Ostatecznie postanowiła wybrać delikatny podstęp. Wiedziała, że Josh bez zawahania wykona to zadanie, ale właśnie tego oczekiwała. Chciała przekonać swoją najlepszą przyjaciółkę, że nie jest ze sobą do końca szczera…
  – Pocałuj Katniss – wypaliła nagle, przez co szatynka otworzyła szeroko oczy.
  Josh wydawał się mniej zmartwiony i od razu przystąpił do wykonania zadania. Odwracając się do siedzącej po jego prawej stronie Katniss, skradł jej szybkiego całusa.
  – To miał być pocałunek?! – Jennifer zaśmiała się kpiąco. – Myślałam, że stać cię na więcej.
  – Jenn! – Katniss odezwała się natychmiast, wyrażając swój sprzeciw. Nie wiedziała, że jej przyjaciółka posunie się do takich działań i musiała przyznać, że była w niemałym szoku. Nawet jeżeli nie pierwszy raz jej usta spotykały się z ustami Josha.
– Znasz zasady, Weber – rudowłosa rzuciła kąśliwie, zupełnie ignorując narzekania szatynki.
  Czarodziej znowu odwrócił się w swoją prawą stronę.
  – Mogę? – zagadnął z zachęcającym uśmiechem.
  – A może jednak kieliszek? – zapytała z resztką nadziei w głosie.
  – Jesteś lepsza niż alkohol.
  Po wypowiedzianych słowach Josh bez zawahania złożył na ustach czarownicy nieprzesadnie namiętny pocałunek i zaraz potem odwrócił się w stronę Jennifer.
  – Zadowolona?
  Rudowłosa spojrzała na czerwoną po korzonki włosów przyjaciółkę i wiedziała już, że jej plan się powiódł.
  – Usatysfakcjonowana – przyznała z uśmiechem. – Twoja kolej, Weber.
  Butelka wybrała Lunę.
  – Gdybyś miała wylądować z jakimś chłopakiem na bezludnej wyspie bez magii, to z kim?
  – Nathan… Concordia – odpowiedziała, lekko się rumieniąc.
  – Ciekawie, ciekawie – Josh przyznał, przeciągając każde słowo. Zaraz potem wskazał na butelkę.
  Wypadło na Michaela.
  – Jak daleko zaszliście z Sol? – zapytała bez zawahania.
  Po usłyszanych słowach chłopak o mało co nie udławił się kanapką, którą właśnie konsumował. Po złapaniu wzroku swojej dziewczyny, sięgnął po kieliszek i wychylił go jednym haustem.
  Oczywiście jego decyzja wywołała niemałe poruszenie wśród grupy znajomych, ale ostatecznie wszystko ucichło, gdy czarodziej zakręcił butelką.
  Tym razem przyszła kolej na Leona.
  – Istnieje dla ciebie inna miłość niż książki?
  Chłopak zastanawiał się przez dłuższą chwilę, aby finalnie zaprzeczyć ruchem głowy. Aaron nie chciał mu uwierzyć, ponieważ wiedział o kilku rzeczach, które dla reszty wciąż pozostawały tajemnicą. Niestety blondyn był nieugięty.
  Zabawa trwała w najlepsze i wszyscy wręcz wzorowo wywiązywali się z wyzwań i odpowiadali na pytania zgodnie z prawdą. Wkrótce został tylko Aaron.
  Greg popatrzył na niego z zastanowieniem i w końcu zapytał:
  – Kto wykonał pierwszy krok: ty czy Arlene?
  Chłopak lekko się zdziwił. Spodziewał się różnych pytań, ale na pewno nie tego. On i Arlene Kimble byli parą od ponad dwóch lat. Ich związek, tak jak każdy, miewał swoje wzloty i upadki, jednak nikt nigdy się tym nie interesował.
  Aaron sięgnął pamięcią do dnia, w którym wszystko się zaczęło. Kto wykonał pierwszy krok? Nie miał pojęcia. Nie wiedział, czy to on zaprosił ją na randkę, czy ona zasugerowała, że mogliby stworzyć coś więcej. A co jeżeli…
  – Aaron? – Josh wyrwał go z zamyślenia. Właśnie wtedy chłopak zorientował się, że wszyscy patrzą na niego z wyczekiwaniem.
  – Arlene – powiedział w końcu. Nawet jeżeli mijał się z prawdą.

Gra w butelkę dobiegła końca, niedługo potem zniknęły wszystkie przekąski a także alkohol. Mimo to szóstoklasiści nie przerywali swojej zabawy. Wszystko układało się wręcz idealnie dopóki nie usłyszeli za swoimi plecami dobrze znanego im głosu dyrektora Albusa Dumbledore’a.
  – Proszę, proszę, proszę… – zaczął z pozornym spokojem. – Widzę, że nawet panna Aithne i panna Herbivicus pozwoliły sobie na złamanie zasad – zaważył. – Cała jedenastka, w trybie natychmiastowym, ma znaleźć się w moim gabinecie. Bez wyjątków!

  W gabinecie dyrektora panowała nienaturalna cisza. Nikt nie miał odwagi by odezwać się choć słowem.
  – Może mi ktoś wytłumaczyć czemu w środku nocy zabawialiście się nad jeziorem? A może powiecie mi, kto wymyślił ten cały piknik? – spytał profesor Dumbledore, spoglądając na zebranych znad swoich okularów.
  Nikt nie chciał nic powiedzieć, a zwłaszcza nie chcieli wydać organizatora tego niezapomnianego pikniku.
  – W takim razie, skoro nikt nie chce się przyznać, ani powiedzieć kto to zorganizował, wszyscy poniesiecie konsekwencje. Zaraz po śniadaniu macie się u mnie stawić. Wszyscy będziecie sprzątać bibliotekę. Pani O’Sullivan przydzieli każdemu z was odpowiednie zadanie. A teraz do łóżek. I nie myślcie sobie, aby wracać dzisiaj nad jezioro.
  Uczniowie wyszli z gabinetu mówiąc ciche „dobranoc”.
  – Ach ta dzisiejsza młodzież…

  Mimo wczesnej godziny Wielka Sala była wypełniona przez uczniów. Większość z nich tryskała energią, jednak pewna grupka osób nie była w stanie wykrzesać z siebie choć odrobiny pozytywnej energii.
  – Więcej nie piję – Jennifer powiedziała ledwo słyszalnym głosem i westchnęła głęboko, wypuszczając powietrze ze swoich płuc.
  – Nawet nie wspominał o piciu – poprosiła Katniss, chwytając się za bolącą głowę.
  Brynn Gorawen przyglądał im się z rozbawieniem.
  – Podobno takie mądre, a nie wiedzą, że łamanie zasad ma swoje konsekwencje – uśmiechnął się z wyższością.
  – Brynn… – szatynka wymówiła jego imię ostrzegawczym tonem. – Jeżeli zaraz się nie zamkniesz, uciszę cię siłą…
  – Grozisz mi? – zapytał z oburzeniem.
  – To nie groźba, to obietnica – posłała mu piorunujące spojrzenie i poczuła lekką satysfakcję widząc jego lekkie zdziwienie.
  – Proszę już wszystkich o spokój – w wielkiej Sali rozbrzmiał tubalny głos profesora Dumbledore’a. – Cieszę się, że mimo tak wczesnej godziny, przybyło tak wiele osób. Mam wam do przekazania bardzo ważną informację. Wczorajszego wieczora otrzymałem sowę od dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Ilvermorny w Stanach Zjednoczonych. Zaproponował aby zorganizować wymianę uczniów z naszej szkoły, z Instytutu Durmstrang oraz z Akademii Magii Beauxbatons. Wymiana będzie trwała sześć miesięcy. Z każdej szkoły pojedzie ośmiu uczniów. Jako, że będzie to pierwsza taka wymiana, pojadą uczniowie z klasy czwartej wzwyż. Do tego czasu nauczyciele będą się uważnie przyglądać waszym poczynaniom. Jednakże, ostateczną decyzję podejmę ja. Równo za miesiąc, dowiecie się, kto wyruszy w tą podróż. Nie przedłużając, życzę wam powodzenia oraz smacznego.

Aaron przeciągnął się leniwie i oparł łokcie na stole. Nie miał pojęcia, że zwykły piknik może mieć takie nieoczekiwane zakończenie… Mimo wszystko cieszył się, że mógł w nim uczestniczyć i spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Choć teraz trochę bolała go głowa, niczego nie żałował.
– Słyszałam, że nieźle się wam dostało… – powiedziała z uśmiechem siadająca obok niego Arlene.
– Bardzo zabawne…
– Oj, przestań. Chyba nie było aż tak źle, prawda?
Czarodziej cicho westchnął.
– Jedyne na co mam teraz ochotę to bliskie spotkanie z moim łóżkiem – przyznał. – Chcesz mi potowarzyszyć?
Arlene delikatnie się uśmiechnęła i spojrzała na przysłuchującego się rozmowie Josha.
– O ile nie zapomnicie o tym, że jestem w pokoju, nie mam nic przeciwko.
– Zawsze możesz umówić się z Katniss i pozwolić nam na trochę prywatności – zaproponowała.
Tymczasem Aaron ogarnął wzrokiem przegadujących się krewnych i cicho westchnął. Zaraz potem objął Arlene swoim ramieniem.
– Mam lepszy pomysł – stwierdził zadowolony. – Zapraszam cię na randkę. Jutro wieczorem. Wieża astronomiczna. Co ty na to?
– Tam będzie bezpieczniej – Josh podpowiedział jej głośnym szeptem i zaraz potem wybuchnął śmiechem, kiedy spotkał się z jej piorunującym spojrzeniem.
– Zgoda – czarownica odpowiedziała, odwracając się z powrotem w stronę Aarona i zdobyła się na delikatny uśmiech. – Jutro wieczorem, w wieży astronomicznej. Jesteśmy umówieni. 

   Wszyscy ukarani stawili się na swoją karę. Pani O’Sullivan nie była dla nich tak łaskawa jakby się zdawało. Jennifer i Leon musieli przepisać starożytne zwoje, które były na skraju użyteczności. Aaron i Josh bez pomocy magii przestawiali regały w bardziej dostępne miejsce. Reszta miała trochę więcej szczęścia. Musieli tylko ścierać kurz z przeniesionych już regałów oraz umyć podłogę a także wszystkie krzesła i stoliki.

  Katniss i Josh przechadzali się przez lekko przyciemnione błonia. Po wyczerpującej pracy czarodziej zaproponował swojej towarzyszce niedoli relaksujący spacer i niemalże od razu spotkał się z aprobatą.
  Zatrzymując się przy jeziorze, szatynka głęboko westchnęła.
  Czy była zmęczona? O tak! Jedyne o czym teraz marzyła to gorąca kąpiel i błogi sen. Chciała jak najszybciej zrealizować swój genialny plan, ale Josh skutecznie jej to uniemożliwiał.
  Racja, nie musiała godzić się na spacer o tak późnej porze, jednak mimo wszystko postanowiła wyciągnąć z czarodzieja kilka informacji. A właściwie tylko jedną – najistotniejszą.
  Odwracając się w jego stronę, dostrzegła, że uważnie jej się przyglądał.
  – Coś nie tak? – zapytała.
  – Skąd.
  Jego uśmiech wzbudził w niej swego rodzaju niepokój. Nie chodziło o to, że zaczęła się go bać. Absolutnie nie. W zamian za to poczuła nieznośne ciepło rozchodzące się wewnątrz jej ciała. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje.
  Czym prędzej odwróciła się z powrotem i znowu patrzyła na taflę jeziora.
  Josh postanowił wykorzystać zaistniałą sytuację i podszedł jeszcze bliżej. Tym razem zatrzymał się tuż za jej plecami.
  Katniss nie mogła dłużej wytrzymać rodzącego się między nimi napięcia.
  – Dlaczego mnie pocałowałeś? – wypaliła nagle, wciąż pozostając w bezruchu. – Najpierw na śniadaniu, a potem aż dwa razy na nocnym pikniku… dlaczego?
  Chłopak znowu lekko się uśmiechnął.
  Mógł powiedzieć prawdę albo zbyć ją krótką odpowiedzią. Nie chciał jej okłamywać, ale nie przypuszczał, że właśnie dzisiaj będzie musiał spowiadać się ze swoich wybryków.
  Leniwie wypuścił powietrze ze swoich płuc i delikatnie objął swoją towarzyszkę. Poczuł, że lekko się wzdrygnęła, ale najwidoczniej nie zamierzała go odpychać.
  – Chciałbym ci coś powiedzieć – oznajmił w końcu.
  – Zamieniam się w słuch.
  Zachęcony jej słowami, oparł podbródek na jej lewym ramieniu i zaczął swoje wyjaśnienia.
  – Kiedy przyszedłem do tej szkoły, byłem tylko zwykłym dzieciakiem, który nie znał tutaj prawie nikogo. Po dość krótkim czasie wszystko zmieniło się nie do poznania i mogłem określić się jako „popularny uczeń”. Szczególnie wśród dziewczyn, które od początku trzeciej klasy wręcz nie dawały mi spokoju. Nie wiedziały, że od pierwszego dnia pobytu w Hogwarcie moje myśli zajmowała, i dalej zajmuje, tylko jedna osoba – zaśmiał się cicho. – Może nie wyglądam, ale jestem bardzo nieśmiałym chłopcem.
  Katniss uwolniła się z jego objęć i obróciła się przodem do niego. Miał niesamowicie spokojny wyraz twarzy. I wciąż nie przestawał się uśmiechać.
  – Wygląda na to, że jestem w tobie beznadziejnie zakochany – przyznał, przekrzywiając swoją głowę i wciskając ręce do kieszeni spodni. – Dlaczego cię pocałowałem? Zgaduję, że nie mogłem się powstrzymać, mając cię tak blisko siebie – dodał po chwili, kolejny raz obejmując ją w talii. – Co ty na to? Usatysfakcjonowana odpowiedzią?
  Czarownica zamrugała kilkukrotnie, kompletnie ignorując to, że ponownie się do niej zbliżył.
  – Jak możesz być tak spokojny, wyznając komuś miłość? – zapytała z niedowierzaniem.
  – To tylko gra, Kat. W środku jestem jak rozsypana układanka, której nijak nie można poskładać. Do tego cały czas trzęsą mi się ręce. Dlatego trzymam je za twoimi plecami.
  – Podsumowując. Zakochałeś się we mnie od pierwszego wejrzenia, ale byłeś zbyt nieśmiały żeby to przyznać, więc czekałeś aż pięć lat i w końcu postanowiłeś wykonać pierwszy krok po tym jak rzuciłam w ciebie ciastem?
  Szatynka roześmiała się na głos, wyobrażając sobie wspomnianą sytuację.
  – Uważasz, że to zabawne? – droczył się z nią.
  – Nie, Josh. Uważam, że to urocze.
  Po wypowiedzianych słowach Katniss położyła swoje dłonie na klatce piersiowej chłopaka i spojrzała mu w oczy.
  – Teraz jest ten moment, w którym zadajesz mi kluczowe pytanie i całujesz mnie po otrzymaniu mojej odpowiedzi – doradziła rozbawiona i czekała na jego kolejny ruch.
  Josh odchrząknął teatralnym gestem.
  – Katniss Connors… – zaczął z przesadną powagą.
  – Tak?
  – Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zgodzisz się oficjalnie zostać moją dziewczyną?
  Czarownica udała głębokie zastanowienie. Myśląc o ostatnich zachowaniach tego nieokiełznanego chłopaka, nie mogła przypuszczać, że kryje się za tym długo skrywane uczucie.
  Jeżeli miała być szczera, musiała przyznać, że nagłe wyznanie bardzo ją zdziwiło, ale jednocześnie sprawiło jej ogromną radość. W końcu kto by pomyślał, że przebojowy Josh Weber wybierze właśnie ją…
  – Oczywiście, że tak – odpowiedziała w końcu i po niedługiej chwili ich usta spotkały się w niezwykle czułym pocałunku.
  Tym razem bez choćby najmniejszego zaskoczenia.

  Aaron pojawił się w wieży astronomicznej z piętnastominutowym spóźnieniem. Od razu przeprosił za to swoja partnerkę i cmoknął ją w policzek na powitanie.
  – Co tym razem? – Arlene zapytała z lekkim rozbawieniem, będąc przyzwyczajoną do braku punktualności chłopaka.
  – Nic poważnego. Chciałem zrobić się dla ciebie na bóstwo.
  Czarownica roześmiała się na głos. Tak, Aaron z pewnością miał bujną wyobraźnię…
  – Jak bawiłeś się na wczorajszym pikniku? – zręcznie zmieniła temat rozmowy.
  – Dalej trochę boli mnie głowa, ale poza tym wspominam wszystko z uśmiechem. Josh jak zwykle okazał się gwiazdą wieczoru…
  Czarodziej pokrótce opowiedział jeszcze o grze w butelkę i zakończeniu zabawy. Rzecz jasna pominął drobny incydent z Jennifer. Nawet jeżeli był tylko zwykłym wypadkiem.
  Zresztą, miał dziewięćdziesięcioprocentową pewność, że nikt poza Joshem nie zwrócił na to uwagi, ponieważ żaden z uczestników pikniku nie raczył rzucić jakimkolwiek komentarzem na ten temat.
  – A jak tobie minął wieczór? – Aaron zapytał zaraz po skończonej odpowiedzi i przysunął się nieco bliżej Arlene, następnie obejmując jej smukłą talię.
  – Na pewno nie tak ekscytująco jak tobie – przyznała, zdobywając się na lekki uśmiech. – Trochę się pouczyłam, a potem poszłam spać. Nic nadzwyczajnego.
  Kąciki ust chłopaka podjechały delikatnie do góry.
  – W zamian za to zadbam, aby ten wieczór był pełen wrażeń, o których długo nie zapomnisz…
  Po wypowiedzianych słowach szatyn złożył na ustach czarownicy subtelny pocałunek, który z każdą kolejną sekundą stawał się coraz bardziej namiętny. Z trudem oderwał się od kuszących bladoróżowych ust, aby zaczerpnąć trochę powietrza. Jednak zaraz potem znowu spotkał się ze spragnionymi wargami dziewczyny. Przez chwilę chciała się od niego odsunąć, ale szybko zmieniła zdanie. Jej ręce powędrowały na umięśnioną pierś chłopaka, a on objął ja jeszcze mocniej i przyciągnął do siebie, nie pozwalając na ucieczkę.
  – Udusisz ją, Drauffen – usłyszał za swoimi plecami dobrze znany mu głos i odsuwając się od ust Arlene, oparł głowę na jej lewym ramieniu.
  Z jednej strony był wściekły na Josha, ale z drugiej – cieszył się, że jednak postanowił im przerwać. Jeszcze chwila i na pewno nie mógłby przestać, a wtedy wszystko potoczyłyby się w zupełnie innym kierunku…
  Tymczasem Arlene przyjęła zakłopotany wyraz twarzy przez co Weber parsknął niekontrolowanym śmiechem.
  – Zawstydzona? – nie dowierzał.
  Aaron w końcu odwrócił się w stronę przyjaciela i zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem.
  – Po co tu przylazłeś? – rzucił z pretensją.
  – Od dziś możecie nazywać mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – wypalił nagle.
  – Jakaś specjalna okazja? – Arlene udała zaciekawienie.
  Znała swojego kuzyna już dobre paręnaście lat i słyszała to zdanie nie po raz pierwszy, więc podejrzewała, że tym razem powód nie mógł być ważniejszy od pozostałych.
  Chłopak uśmiechnął się tajemniczo.
  – Katniss i ja oficjalnie jesteśmy parą – oświadczył z wymalowaną na twarzy satysfakcją i czekał na jakąkolwiek reakcję.
  Arlene pogratulowała mu niemal natychmiast, ale Aaron skwitował to milczeniem.
  W końcu się odważył, pomyślał z zazdrością. Chciał się cieszyć z sukcesu przyjaciela, ale zwyczajnie nie potrafił.
  – Co zrobiłeś tym razem? – zapytał w końcu. – Rzuciłeś w nią sałatką albo znowu zaproponowałeś żeby zdjęła koszulkę?
Josh lekko się zirytował, ale wciąż nie pozwolił na wyprowadzenie się z równowagi.
  – Myślisz, że jesteś święty? – wytknął mu. – Pragnę przypomnieć, że to nie ja obmacywałem jedną z naszych wczorajszych towarzyszek. Nie wspominając już o gapieniu się na jej prześwitującą bluzkę i pocałunku…
  – Pocałunek? Prześwitująca bluzka? Obmacywanie? – Arlene skrzyżowała ręce na piersi. – Nic dziwnego, że wspominasz piknik z uśmiechem…
  Josh momentalnie zesztywniał. Dopiero teraz dotarło do niego, że posunął się zdecydowanie za daleko. Jednocześnie cieszył się, że wzrok nie potrafił zabijać, bo prawdopodobnie byłby już martwy.
  – Arlene, nie denerwuj się – próbował jeszcze uratować sytuację. – To wszystko moja wina. Gdybym nie…
  – Daruj sobie – dziewczyna przerwała mu stanowczo. – I lepiej zostaw nas samych.
  Czarodziej niechętnie spełnił polecenie kuzynki i po chwili zniknął z widoku.
  Aaron zmierzył się z wymownym spojrzeniem szatynki. Nie musiał być geniuszem, aby zgadnąć, że czeka na wyjaśnienia.
  Westchnął.
  – Zaczęło się od zwykłych żartów. Jak zawsze – przyznał. – Josh się na mnie wkurzył i ruszył w moim kierunku, a ja zacząłem przed nim uciekać. Niedługo potem zamieniło się to w niezłą gonitwę i przez nieuwagę potknąłem się o jakiś przedmiot leżący na ziemi. Nie pamiętam już czy był to kamień, a może korzeń… W każdym razie straciłem równowagę i wpadłem na stojącą przy brzegu jeziora Jennifer. Zrobiłem to z niemałym impetem i… i przypadkowo ją pocałowałem – oznajmił z trudem. – Zaraz potem wpadł na nas Josh i wylądowaliśmy w wodzie. Kiedy się przewróciłem, moje ręce niefortunnie znalazły się na… na piersiach Jenn. Reszta jest już chyba mało istotna – skwitował, podnosząc na nią swój wzrok. – To tylko zwykły wypadek. Nic więcej.
  Arlene miała co do tego mieszane uczucia. Tłumaczenia czarodzieja nie wydawały się zakłamane, ale nie mogła tak po prostu udać, że nie stało się nic poważnego. Zwłaszcza jeżeli chodziło o Jennifer.
  – Muszę to przemyśleć – oznajmiła finalnie.
  Po wypowiedzianych słowach skierowała się do wyjścia. Aaron wsłuchiwał się w coraz mniej wyraźne kroki.
  Tak, nie ma wątpliwości, że zapewnił swojej dziewczynie niesamowite wrażenia i długo nie będzie mogła zapomnieć o tym wieczorze.
  Jednak coś podpowiadało mu, że tym razem nie był to powód do dumy...
Lydia Land of Grafic